Frytka opowiadała, że jej związek z przybyszem z Hollywood jest oparty na mocnych podstawach. Znali się przecież całe dwa tygodnie... Dlatego za dobrą monetę brała jego zapewnienia, że Olivier weźmie ją ze sobą do fabryki snów, czyli Hollywood - relacjonuje bulwarówka.
A wydawało się, że Frytka, która przecież z niejednego pieca chleb jadła, lepiej zna mężczyzn - dziwi się "Fakt". We wtorek przed południem zalana łzami musiała rozstać się z najnowszą miłością i nadziejami na amerykańską karierę, do której przepustką miał być właśnie Olivier Gruner. Niestety, kolejny plan Frytki spalił na panewce...
Amerykanin, po niespełna dwóch tygodniach pracy na planie nowego polsatowskiego serialu "Skorumpowani", wyleciał wczoraj do Stanów Zjednoczonych. Jego wyjazdem zawiedziona jest nasza rodzima gwiazdeczka. Obiecywał jej przecież, że zabierze ją ze sobą. Ale na obiecankach się skończyło i aktor na pokład samolotu wsiadł sam. Agnieszka, mimo że nie mogła być zadowolona, ostatni raz rzuciła się Grunerowi w objęcia. Zapewne podziękowała mu za to, że zechciał spędzić z nią dwa ostatnie tygodnie - zastanawia się bulwarówka.
A kiedy Amerykanin przekroczył już odprawę celną, pomachała mu na do widzenia. Tak zakończył się jej płomienny romans z aktorem, który miał być księciem z bajki.
Teraz czeka Agnieszkę niełatwe życie. Choć poznała już wielu mężczyzn, przy boku Oliviera odkryła, że tylko goście zza oceanu mają klasę i są na poziomie, który jest w stanie ją zadowolić. Teraz będzie musiała albo odwołać to, co powiedziała, albo z nieukrywanym wstrętem zgodzić się na obecność u swego boku jakiegoś rodaka - wylicza "Fakt".