"Niedawno na rynku w Krakowie spotkałem jednego z panów Mroczków" - opowiada Jan Nowicki, znakomity polski aktor. "Przechadzał się w towarzystwie ochroniarza. Nie wytrzymałem, podszedłem i zapytałem: Panie, czy pan żartuje, kto tu będzie pana zaczepiał? Odpowiedzi nie było".
To utwierdziło legendę polskiego kina, którą Nowicki niewątpliwie jest, że ma do czynienia z przykładem gwiazdorstwa w najgorszym wydaniu. Ale to zjawisko nie bierze się z niczego - pisze "Fakt".
Polskie seriale zapełniają chmary amatorów, którzy dzięki rolom w tasiemcach robią oszałamiającą karierę i niezłe pieniądze. W środowisku aktorskim nie brakuje ludzi, którzy na widok ich ekranowych popisów pękają ze śmiechu. Ale dopiero Nowicki odważył się powiedzieć o tym głośno - pisze "Fakt".
Nowicki nie może się nadziwić, jak to się dzieje, że oszałamiającą karierę w show-biznesie robią na przykład tacy ludzie, jak studiujący na warszawskiej politechnice bracia Rafał i Marcin Mroczkowie. Grając od siedmiu lat w serialu "M jak miłość", zdobyli sławę i robią dosłownie wszystko: tańczą, śpiewają, reklamują.
"Nie mylcie tego z aktorstwem. To bylejakość!" - tak Jan Nowicki ocenia te występy przed kamerami. A mówi to nie byle kto. Nowicki to nie tylko znany wszystkim i ceniony aktor, ale i autorytet. Jako wykładowca wydziału aktorskiego szkoły teatralnej w Krakowie na co dzień miał do czynienia z młodzieżą aktorską.
Wie, ile trudu musi włożyć młody człowiek, by skończyć takie 5-letnie studia i jak dużo musi się potem jeszcze uczyć, by być dobrym aktorem. A tu przychodzi ktoś, kto nie ma o niczym pojęcia, ale wydaje mu się, że wie o graniu wszystko. Nie bez przyczyny wśród wykształconych aktorów krąży zjadliwy żart.
"Tylko zagraj tak, żeby się Mroczkom podobało" - rzucają do siebie aktorzy tuż przed ujęciem. Czyli... za pomocą jednej miny.
"To jest bylejakość. I nie wolno tego nazywać aktorstwem. Przez takich <artystów> ludzie przestają rozumieć, kim są Trela, Holoubek czy Gajos" - ubolewa Nowicki. "W przypadku braci Mroczków nie ma mowy nawet o aktorstwie, bo to nie jest w ogóle związane z aktorstwem!" - mówi "Faktowi" artysta. "To jest bycie w serialu, w którym znakomicie każdy by się odnalazł" - dodaje.
A popularność, którą daje serial? "Kiedy spada na studenta politechniki, to jest istna komedia" - ironizuje Nowicki. "Gwiazdą to był Marlon Brando" -
dodaje. "A aktor serialowy może być co najwyżej gwiazdą serialową".