Ani "kotku", ani "misiaczku". Tych pieszczotliwych określeń nie usłyszy od posłanki Sandry Lewandowskiej poseł Janusz Maksymiuk. Sejmowa piękność szepcze do ucha wiceprzewodniczącemu Samoobrony czule: "Mój ty generale!" - pisze "Fakt".
O Maksymiuku mówi tylko w superlatywach. Jego zalety wynosi pod niebiosa. "Jest honorowy, dotrzymuje słowa, to wielki strateg" - rozpływa się pani poseł. Przekonuje, że gdyby większość mężczyzn posiadała podobne cechy charakteru, to miałaby problem z wyborem... Zaraz jednak gryzie się w język i dodaje, że chodzi oczywiście o wybór współpracownika w Samoobronie. Nic ponadto.
Co na to Maksymiuk? Śmieje się i mówi, że w wojsku dorobił się jedynie stopnia starszego szeregowego. A w dodatku tę jedną belkę zdobył przy kotle. Był bowiem kucharzem.