Dziennik Gazeta Prawana logo

Iwona Kubicz: Jak mam żyć za 650 złotych?

13 października 2007, 14:30
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Jak utrzymać się za najniższą krajową pensję? Taki problem ma teraz jedna z popularnych prezenterek telewizyjnej "Dwójki" Iwona Kubicz, gdy co miesiąc odbiera z kasy przy Woronicza swoją pensję - 650 zł. Tyle właśnie zostało jej "gołego" etatu po tym, jak zdjęto ją z wizji.
Taka kwota zwykle wystarcza gwiazdom na jeden przyzwoity krem. A teraz Kubicz, jak wielu zwykłych Polaków, ma za to przeżyć miesiąc - pisze "Fakt".

"Jestem nadal na etacie w telewizji, ale pozbawiono mnie w niej pracy na antenie!" - tłumaczy w rozmowie z "Faktem" Iwona Kubicz. "Po tym, jak zlikwidowano studio prezenterskie i odebrano mi prowadzenie programu <Pytanie na śniadanie>, zrezygnowano również ze mnie jako prowadzącej rozmowy do filmów dokumentalnych National Geographic" - dodaje.

Prezenterka dowiedziała się o tym podobno z dnia na dzień. Ostatnią fuchę Kubicz przejęła koleżanka z "Dwójki", Jolanta Fajkowska . "Nie była to wielka praca, ale zawsze praca. W dodatku bardzo ciekawa. Proponowałam, że moje wywiady można by rozszerzyć, ale nie dostałam na to zgody" - mówi z żalem w głosie Kubicz. Prezenterka ma więc twardy orzech do zgryzienia. Będąc nadal pracownikiem Telewizji Polskiej, nie może podjąć pracy na antenie konkurencyjnej stacji. Ale w rodzimej, która, jak przyznaje, jest jej miejscem i z którą związana jest od lat, nie ma dla niej zajęcia. Na razie Kubicz przebywa do połowy maja na zaległym urlopie, który polecono jej odebrać.

"Nie chcę stawiać się w roli ofiary, ale czuję, że to w TVP jest moje miejsce i moja publiczność. Ale jeśli nie ma tu dla mnie pracy, nie mogę tu też siedzieć, bo same etaty są głodowe" - mówi dziennikarka. "Choć trudno w to uwierzyć, dostaję 650 zł na rękę. Wszystko, co można zarobić ponadto, wypracowuje się na wizji" - wyjaśnia.

Wszystkie prezenterki - oprócz etatu - wynagradzane są honorarium za prowadzone przez siebie aktualnie programy. Dopiero przy prowadzeniu kilku programów w miesiącu takich jak "Pytanie na śniadanie" etat wraz z honorarium sumuje się do przyzwoitej pensji w wysokości około 4-5 tysięcy złotych. Ta suma wzrastała za czasów dyżurów prezenterskich. Po ich likwidacji prezenterkom pozostaje załapać się na własny program, szukać pracy w konkurencji albo spoglądać w pusty portfel - pisze "Fakt".
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj