"Mam wielką nadzieję, że przyjedzie" - powiedziała smutno "Faktowi" Kasia po zakończeniu ostatniego "Tańca...".
Wiadomo, że ten program to dla zakochanych nie lada wyzwanie - na parkiecie atmosfera jest aż duszna od seksu. Narzeczonym i małżonkom tańczących gwiazd trudno jest znieść widok swoich najbliższych osób w namiętnych uściskach z tancerzami. Czyżby ten problem miał również narzeczony Kasi Tusk i dlatego jeszcze nie zawitał do Warszawy?
Kasię całym sercem wspiera tata Donald, który często bywa w stolicy. Ale ojcowska troska to nie to samo, co czułe ramiona ukochanego mężczyzny, w których można znaleźć ukojenie po tygodniu ciężkich treningów. Zwłaszcza że oprócz partnera Stefano Terrazino Kasia nie przyjaźni się tu z wieloma osobami. Trudne do przejścia są też dla niej oceny sędziów, którzy komplementują urodę Kasi, ale o jej tańcu wyrażają się co najmniej nieprzychylnie. Piotr Galiński nazwał ją nawet kiedyś plastikową lalą! A Kuby, który powinien ją pocieszać, nie ma - martwi się "Fakt".
Kasia opowiadała w wywiadach o umowie, jaką ze sobą zawarli. Kuba został w Gdyni, gdzie studiuje mechanikę na Akademii Morskiej. Podobno chciał uniknąć wielkiego zamieszania związanego z programem i zainteresowania gazet, jakie natychmiast budzą uczestnicy tańca i ich prywatne życie. Kasia zrozumiała jego decyzję i zgodziła się na to. Ale rozstanie z chłopakiem, z którym jest już od pięciu lat, okazało się za trudne, a tęsknota zbyt wielka - pisze "Fakt".
"Bardzo często do siebie dzwonimy, ale mam nadzieję, że przyjedzie mnie odwiedzić i zobaczy, jak tańczę na żywo" - powiedziała nam Kasia w ostatnią niedzielę. "Wiem, że Kuba ma do mnie zaufanie i dobrze znosi mój udział w programie" - dodaje Tuskówna. Tylko czy ona sama równie dobrze znosi brak ukochanego? Niestety - nic na to nie wskazuje - pisze "Fakt".