Reżyserzy obsadzają Macieja Kozłowskiego najczęściej w rolach bezwzględnych, cynicznych, wyrachowanych facetów. W "Odwróconych", nowym serialu, który od piątku będziemy oglądać w TVN, znów jest czarnym charakterem.
Mało kto jednak wie, że w rzeczywistości mało brakowało, a skończyłby tak jak jego bohaterowie. Aktor dorastał wśród przestępców, a jako kilkunastoletni
chłopak sam wkroczył na drogę, z której kilku jego przyjaciół powędrowało wprost do więzienia - pisze "Fakt".
"Maciek wychowywał się w Kuraku, dzielnicy Zgierza, w blokach pobudowanych dla pracowników fabryki <Boruta>. Mieszkali tam robotnicy, którzy przywędrowali ze wsi do miasta w poszukiwaniu pracy, mieszczuchy uważające się za lepszych od innych i rodziny inteligenckie. To była mieszanka wybuchowa, osiedle bitne jak żadne inne, gdzie wszystko załatwiało się w bójkach" - opowiada bliski znajomy aktora.
Nie było dnia bez awantur i picia na krawężniku taniego wina. To podczas jednej z takich biesiad miejscowi chłopcy wpadli na pomysł, by na przemycie zarabiać pieniądze. W swój plan wtajemniczyli dużo od nich młodszego 16-letniego wówczas Maćka. Zgodził się natychmiast. Pociągała go przygoda, imponowali mu starsi koledzy, kusiła wizja zarobienia pierwszych pieniędzy.
"Zrzucili się i za zebrane pieniądze kupili 200 lisich skórek, ukryli je w dachu wagonu pociągu i pojechali na Węgry. Sprzedali je tam i za zarobione pieniądze kupili złote łańcuszki, marki i dolary. W Polsce wymienili je na kolejne lisy i ręczniki frotté i wrócili na Węgry. Z czasem wyspecjalizowali się też w obsługiwaniu niemieckich turystów przyjeżdżających na Węgry. Wymieniali im marki na forinty, płacąc dwa razy tyle, ile oferowały kantory" - opowiada kolega Maćka.
Zarobek był kolosalny. W ciągu jednego wyjazdu Kozłowski zarabiał taką sumę, na jaką jego matka musiała pracować okrągły rok. Pieniądze przywoził do domu. Raz kupił całe wyposażenie kuchni, innym razem meble. Zawsze też pamiętał o prezentach dla swojej mamy i pięć lat młodszej siostry Hani.
"Te wyjazdy i naprawdę duże pieniądze demoralizowały. Maciek przestał przychodzić do lekcje. Za marki i gorzałę kupował zwolnienia lekarskie. W II klasie ogólniaka na koniec roku dostał siedem ocen niedostatecznych. Wyrzucono go ze szkoły" - przypomina sobie szkolny kolega aktora.
Maciek nie bardzo się tym przejął. Dalej jeździł na Węgry. Pierwsze otrzeźwienie przyszło wtedy, gdy okazało się, że części z jego kolegów nie wystarczają dotychczasowe zarobki. Chcą coraz więcej. Zaczęli oszukiwać ludzi, sprzedając im zamiast waluty pocięte gazety, doszło też do rozboju. Dwaj koledzy Kozłowskiego pobili i obrabowali Libijczyków. Do Polski przywieziono ich zakutych w kajdanki. Dostali piętnaście lat więzienia.
"Tam, gdzie są pieniądze, nie ma przyjaźni i tak też stało się z grupą Maćka. Zaczęli kłócić się, podejrzewać o wzajemne okradanie się, spiskowanie. Zrobiło się paskudnie i Maciek któregoś dnia przestał jeździć na Węgry" - mówi znajomy aktora.
Zaczął się rok szkolny, a siedemnastoletni Maciek zamiast do szkoły szedł na pobliskie boisko i grał w piłkę. W październiku poszedł na dwie lekcje do liceum wieczorowego, zaszedł do szkoły włókienniczej. Nigdzie mu się jednak nie podobało na tyle, żeby został na dłużej. Któregoś dnia na boisku zobaczył go Kazimierz Głowacki, trener piłkarski.
"Był dla Maćka jak ojciec. Mówił mu, że musi wrócić do szkoły, powtarzał, że powinien grać w piłkę, bo ma wielki talent. To dzięki niemu Maciek uwierzył w siebie. Skończył dwuletnią szkołę zasadniczą, później trzyletnie technikum gospodarki wodnej, gdy miał 21lat zdał maturę i zaraz później wylądował w wojsku" - opowiada przyjaciel aktora. Do przestępczego procederu nigdy już nie wrócił. Dziś tylko grywa złoczyńców.
"Maciek wychowywał się w Kuraku, dzielnicy Zgierza, w blokach pobudowanych dla pracowników fabryki <Boruta>. Mieszkali tam robotnicy, którzy przywędrowali ze wsi do miasta w poszukiwaniu pracy, mieszczuchy uważające się za lepszych od innych i rodziny inteligenckie. To była mieszanka wybuchowa, osiedle bitne jak żadne inne, gdzie wszystko załatwiało się w bójkach" - opowiada bliski znajomy aktora.
Nie było dnia bez awantur i picia na krawężniku taniego wina. To podczas jednej z takich biesiad miejscowi chłopcy wpadli na pomysł, by na przemycie zarabiać pieniądze. W swój plan wtajemniczyli dużo od nich młodszego 16-letniego wówczas Maćka. Zgodził się natychmiast. Pociągała go przygoda, imponowali mu starsi koledzy, kusiła wizja zarobienia pierwszych pieniędzy.
"Zrzucili się i za zebrane pieniądze kupili 200 lisich skórek, ukryli je w dachu wagonu pociągu i pojechali na Węgry. Sprzedali je tam i za zarobione pieniądze kupili złote łańcuszki, marki i dolary. W Polsce wymienili je na kolejne lisy i ręczniki frotté i wrócili na Węgry. Z czasem wyspecjalizowali się też w obsługiwaniu niemieckich turystów przyjeżdżających na Węgry. Wymieniali im marki na forinty, płacąc dwa razy tyle, ile oferowały kantory" - opowiada kolega Maćka.
Zarobek był kolosalny. W ciągu jednego wyjazdu Kozłowski zarabiał taką sumę, na jaką jego matka musiała pracować okrągły rok. Pieniądze przywoził do domu. Raz kupił całe wyposażenie kuchni, innym razem meble. Zawsze też pamiętał o prezentach dla swojej mamy i pięć lat młodszej siostry Hani.
"Te wyjazdy i naprawdę duże pieniądze demoralizowały. Maciek przestał przychodzić do lekcje. Za marki i gorzałę kupował zwolnienia lekarskie. W II klasie ogólniaka na koniec roku dostał siedem ocen niedostatecznych. Wyrzucono go ze szkoły" - przypomina sobie szkolny kolega aktora.
Maciek nie bardzo się tym przejął. Dalej jeździł na Węgry. Pierwsze otrzeźwienie przyszło wtedy, gdy okazało się, że części z jego kolegów nie wystarczają dotychczasowe zarobki. Chcą coraz więcej. Zaczęli oszukiwać ludzi, sprzedając im zamiast waluty pocięte gazety, doszło też do rozboju. Dwaj koledzy Kozłowskiego pobili i obrabowali Libijczyków. Do Polski przywieziono ich zakutych w kajdanki. Dostali piętnaście lat więzienia.
"Tam, gdzie są pieniądze, nie ma przyjaźni i tak też stało się z grupą Maćka. Zaczęli kłócić się, podejrzewać o wzajemne okradanie się, spiskowanie. Zrobiło się paskudnie i Maciek któregoś dnia przestał jeździć na Węgry" - mówi znajomy aktora.
Zaczął się rok szkolny, a siedemnastoletni Maciek zamiast do szkoły szedł na pobliskie boisko i grał w piłkę. W październiku poszedł na dwie lekcje do liceum wieczorowego, zaszedł do szkoły włókienniczej. Nigdzie mu się jednak nie podobało na tyle, żeby został na dłużej. Któregoś dnia na boisku zobaczył go Kazimierz Głowacki, trener piłkarski.
"Był dla Maćka jak ojciec. Mówił mu, że musi wrócić do szkoły, powtarzał, że powinien grać w piłkę, bo ma wielki talent. To dzięki niemu Maciek uwierzył w siebie. Skończył dwuletnią szkołę zasadniczą, później trzyletnie technikum gospodarki wodnej, gdy miał 21lat zdał maturę i zaraz później wylądował w wojsku" - opowiada przyjaciel aktora. Do przestępczego procederu nigdy już nie wrócił. Dziś tylko grywa złoczyńców.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl