Niewiele brakowało, a wyjazd Marka Włodarczyka na Maltę zakończyłby się tragicznie. Podczas nagrywania jednej ze scen do kolejnej serii "Kryminalnych" komisarz Zawada miał udawać, że się topi. I naprawdę zaczął tonąć.
"Miałem być na bliskim planie, więc nie mogłem się poruszać. Ponieważ scenę mojego topienia się nagrywaliśmy przez ponad godzinę, miałem założoną
specjalną piankę, by nie zmarznąć" - wspomina w rozmowie z "Faktem" Włodarczyk. "Niestety, pianka powodowała, że unosiłem się na wodzie. Dlatego z tyłu
przyczepiono mi ołów, żeby mnie unieruchomić i obciążyć" - tłumaczy.
W pewnym momencie aktor stracił grunt pod nogami, ołów odwrócił go na plecy i wciągnął pod wodę. Zawada zaczął topić się naprawdę. Po chwili udało mu się wynurzyć. Zaczął wzywać pomocy. Nurek, który znajdował się obok i miał asekurować aktora, na okrzyki "pomocy!" nie zareagował. "On myślał, że ja gram i nic złego się nie dzieje. Naprawdę się wystraszyłem, ale adrenalina zrobiła swoje i jakoś wydostałem się z wody" - opowiada Marek Włodarczyk.
Wszystko skończyło się na strachu i kilku łykach słonej wody.
W pewnym momencie aktor stracił grunt pod nogami, ołów odwrócił go na plecy i wciągnął pod wodę. Zawada zaczął topić się naprawdę. Po chwili udało mu się wynurzyć. Zaczął wzywać pomocy. Nurek, który znajdował się obok i miał asekurować aktora, na okrzyki "pomocy!" nie zareagował. "On myślał, że ja gram i nic złego się nie dzieje. Naprawdę się wystraszyłem, ale adrenalina zrobiła swoje i jakoś wydostałem się z wody" - opowiada Marek Włodarczyk.
Wszystko skończyło się na strachu i kilku łykach słonej wody.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl