Gdy my w święta nosiliśmy lekką jesienną odzież, Ivan Komarenko w ciepłej futrzanej czapie i grubych rękawicach rąbał drwa na opał. Bo na dalekiej Syberii, gdzie spędził ostatni miesiąc 2006 roku, musiał zmagać się z 40-stopniowym mrozem - donosi "Fakt".
Ivan pojechał do rodzinnego Rudnogorska, by odwiedzić rodzinę i dawnych przyjaciół. Choć bliscy powitali go jak zwykle bardzo gorąco, wystarczyło, że artysta
wystawił nos z domu, a już czuł na sobie mroźny oddech tajgi.
Już po kilku minutach "na zewnątrz" czerwieniały mu policzki, a płuca wprost bolały od lodowatego powietrza. Ale Ivan znalazł na to sposób. Rozgrzewał się, rąbiąc drwa, które później z ogromną radością podrzucał do kominka.
Już po kilku minutach "na zewnątrz" czerwieniały mu policzki, a płuca wprost bolały od lodowatego powietrza. Ale Ivan znalazł na to sposób. Rozgrzewał się, rąbiąc drwa, które później z ogromną radością podrzucał do kominka.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|