Patrycja Markowska wciąż nie może dojść do siebie po tym, co przeżyła w Meksyku. Podczas wymarzonych wakacji robotnicy porwali Gwiazdkę - jej ukochaną suczkę rasy chiuahua. Za jej uwolnienie chcieli pieniędzy - pisze "Fakt".
"To był ostatni już dzień w Playa del Carmen w Meksyku" - opowiada Patrycja. "Poszłam z Gwiazdką pożegnać morze... Zostawiłam ją na
plaży w torebce i pobiegłam się kąpać. Gdy wróciłam - mojego pieska nie było!
Wokalistka szybko zrozumiała, że Gwiazdka została porwana. Markowska szukała suczki przez ponad dwie godziny, rozpytywała w całej okolicy, czy ktoś nie widział jej maleństwa. I nic!
"Zrobiło się już ciemno, wiatr się wzmagał, a ja zapłakana trafiłam na pobliską budowę nowego hotelu" - opowiada "Faktowi" Patrycja. Desperacko próbowała dogadać się z robotnikami wznoszącymi w pobliżu plaży hotel. Ale oni tylko tajemniczo się uśmiechali. W końcu przyznali, że za informacje o Gwiazdce chcą pieniędzy. Patrycja obiecała im 1000 pesos, czyli ok. 300 zł. I stał się cud.
"W tym momencie zauważyłam, jak jeden z robotników zjeżdża z moją Gwiazdeczką z wysokiego dachu" - relacjonuje artystka.
Wokalistka szybko zrozumiała, że Gwiazdka została porwana. Markowska szukała suczki przez ponad dwie godziny, rozpytywała w całej okolicy, czy ktoś nie widział jej maleństwa. I nic!
"Zrobiło się już ciemno, wiatr się wzmagał, a ja zapłakana trafiłam na pobliską budowę nowego hotelu" - opowiada "Faktowi" Patrycja. Desperacko próbowała dogadać się z robotnikami wznoszącymi w pobliżu plaży hotel. Ale oni tylko tajemniczo się uśmiechali. W końcu przyznali, że za informacje o Gwiazdce chcą pieniędzy. Patrycja obiecała im 1000 pesos, czyli ok. 300 zł. I stał się cud.
"W tym momencie zauważyłam, jak jeden z robotników zjeżdża z moją Gwiazdeczką z wysokiego dachu" - relacjonuje artystka.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|