Choć Jolanta Mrotek założyła blond perukę, przywdziała kusą sukienkę i zachowywała się najseksowniej jak umiała, w niczym nie przypominała Marilyn Monroe. "Fakt" podejrzał, że zabrakło jej... biustu.
Mrotek miała być śpiewającą atrakcją wtorkowej imprezy "Metamorfozy pół żartem, pół serio" w jednym z warszawskich hoteli. Atrakcją była nie
ona, lecz jej sztuczne piersi.
Znana z "Dziennika Telewizyjnego" Jacka Fedorowicza aktorka przebrała się za Marilyn Monroe. Ponieważ jednak jej własne piersi w niczym nie przypominają biustu gwiazdy amerykańskiego kina, postanowiła pomóc swej urodzie metodą chałupniczą. Naprędce wypchała stanik sztucznymi, szpetnymi wkładkami. Tak przygotowana odśpiewała "Happy birthday to you". Dobrze, że nie zabrakło jej w piersiach powietrza.
Znana z "Dziennika Telewizyjnego" Jacka Fedorowicza aktorka przebrała się za Marilyn Monroe. Ponieważ jednak jej własne piersi w niczym nie przypominają biustu gwiazdy amerykańskiego kina, postanowiła pomóc swej urodzie metodą chałupniczą. Naprędce wypchała stanik sztucznymi, szpetnymi wkładkami. Tak przygotowana odśpiewała "Happy birthday to you". Dobrze, że nie zabrakło jej w piersiach powietrza.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|
