Wracając do domu, pani Halina zahamowała w przekonaniu, że siedząca przy drodze psina potrzebuje pomocy, ale gdy podbiegła do zwierzaka, ten zerwał się z miejsca i jednym susem wskoczył do samochodu! Rozsiadł się na siedzeniu kierowcy i nikogo nie chciał wpuścić.
"Nie mogłam nawet zgasić silnika. Gdy tylko podchodziłam bliżej do auta, pies zaczynał warczeć i szczerzyć kły" - opowiada kobieta.
Gdy porywacz siedział sobie w cieplutkim samochodzie i słuchał muzyki płynącej z radia, pani Halina stała na drodze, w środku lasu, i mokła na deszczu. Całe szczęście, że miała przy sobie komórkę i mogła wezwać pomoc. Policyjne mundury nie zrobiły na psie żadnego wrażenia. Po kilku nieudanych próbach negocjacji policjanci wezwali oddział straży miejskiej z Goleniowa, wyszkolony w łapaniu czworonogów.