Okropny ból, prawie uniemożliwiający chodzenie. Takie męki cierpiała Doda tuż po przylocie do Ameryki. Obiektyw "Faktu" przyłapał gwiazdę, jak około godziny 17.30 wchodziła do chicagowskiej specjalistycznej kliniki rehabilitacyjnej Vital Rehabilitation. Towarzyszyli jej jeden z organizatorów trasy koncertowej po Stanach oraz ochroniarz.
Doda ledwie szła. Tak strasznie dokuczał kręgosłup. Ale na szczęście pracownikom szpitala udało się jej ulżyć. Po 45-minutowym masażu z uśmiechem na twarzy wsiadła z powrotem do samochodu i odjechała do hotelu.
Na bóle kręgosłupa piosenkarka narzeka od dawna. Wszystko zaczęło się w kwietniu, kiedy wysunęły się jej dwa kręgi. Przeszła wtedy poważną operację, a później rehabilitację.
Niestety, Doda nie dba o zdrowie. Zamiast prowadzić oszczędny tryb życia, ona wciąż nosi szpilki i eksploatuje się na scenie. Nic więc dziwnego, że... coraz bardziej się psuje. Pociechę z tego mają masażyści. 45 minut sam na sam z roznegliżowaną Dodą to musi być przecież duża przyjemność.