Moment wkraczania missek do Polonia Palace boy hotelowy opisał krótko: "Zrobiło się jak w raju, tylko głośniej. Pracownicy kuchni myśleli: przyjadą, listek sałaty skubną. Łyczkiem wody popiją. Gdy więc jeszcze z lotniska nadszedł pilny komunikat: "Jadą głodne”, popatrzyli po sobie znacząco: "To one bywają głodne?".
Bywają. Już podczas pierwszej kolacji okazało się, że szczupłych kandydatek do korony nie pociągają chude ryby, serki light, odtłuszczone jogurty. Zachwyciły się naszymi pierogami. Szef kuchni Andrzej Polan zadecydował natychmiast: "Idziemy na całość". I na stół popłynęły pierogi z truskawkami, jabłkami, wiśniami, jagodami, serem. Polane ciepłym koglem-moglem. Albo sosami: waniliowym, cynamonowym, malinowym. I jeszcze knedle ze śliwkami. Wszystkie znikały w okamgnieniu.
Potem okazało się, że furorę robią też bardziej wytrawne nadzienia: grzyby, kapusta, zielony groszek, suszone pomidory. Wiele zwolenniczek znalazły polskie gołąbki. "Potrafią zjeść trzy desery naraz" - mało dyskretnie zauważa dyrektor promocji Warszawy Tadeusz Deszkiewicz. "Gdy Blikle zafundował im dostawę pączków, zapiszczały z radości" - dodał.
A jakie są prywatnie kandydatki do tytułu Miss World? Podczas koncertu chopinowskiego w Łazienkach jedne wsłuchiwały się w muzykę, miały łzy w oczach. A inne tylko szukały wzrokiem fotografów, patrząc, gdzie by się uśmiechnąć. Podobnie było w Muzeum Powstania Warszawskiego. Niektóre kompletnie nie wiedziały, o co chodzi. Ale już na przykład Islandka z Amerykanką ogromnie przejęte dyskutowały na temat historii i II wojny światowej.
W sobotę jednak nie będzie już miejsca na dyskusje. Zacznie się ostateczna walka o koronę.