Dorn dostał wiązankę podpisaną po protu "Gawryluk". Problem w tym, że nie od Doroty, a od aktorki Ewy Gawryluk. "Musieliśmy zadbać o to, żeby nas nikt nie ciągał po sądach, więc szukaliśmy kogoś o nazwisku Gawryluk. Tak samo w kwiatach dla pani Doroty pojawił się podpis <Ludwik>. Ale przecież mogło chodzić o płyn do zmywania" - tłumaczy DZIENNIKOWI Majewski.
Wicepremier obraził się na Gawryluk, że nie poinformowała go o tym, kto będzie oprócz niego gościł w telewizyjnym programie "A dobro Polski". Gdy w ostatniej chwili dowiedział się, że jednym z gości będzie Roman Giertych, odmówił udziału. "To nie randka w ciemno" - argumentował Dorn i zaczął domagać się przeprosin.
Majewskiemu konflikt zaczął jednak wychodzić uszami i rozkręcił... kwiatową aferę! "Zamieniłem się w dobrego człowieka, zatroskanego losami naszego kraju" - twierdzi Majewski. I jak tłumaczy, wicepremier Dorn dostał fachowo zrobioną, ekskluzywno-walentynkową wiązankę. "Pobudzającą rytm serca, łagodzącą obyczaje" - opisuje satyryk DZIENNIKOWI.
Rzecznik MSWiA Tomasz Skłodowski twierdzi, że ministerstwo nie dało się wkręcić. Również dziennikarka mówi, że nabrać się nie dała, bo nigdy nie była z Dornem na ty.
Ale to nie koniec. Wkrótce bowiem kwiatów może sie spodziewać premier Jarosław Kaczyński. I to, nie od kogo innego, jak od... Andrzeja. Jakie będą? "Może brązowe goździki. Takie samoopalające się kwiaty" - zdradza DZIENNIKOWI Majewski.