Krystyna Janda to kobieta silna i niezależna. I zdecydowanie nie przepada za nadmiernymi gestami czułości. Nawet jeśli je okazuje najlepszy przyjaciel. Dlatego, jak zauważa "Fakt" nie chciała dać się cmoknąć Arturowi Barcisiowi.
Buzi-buzi w policzek, to nie jest coś, co nasza znakomita aktorka lubi najbardziej. Przekonał się o tym niedawno dobry znajomy aktorki Artur Barciś. Gdy poczas premiery fimu "Grube ryby", reżyserowanego właśnie przez Jandę, w czułym geście zbliżył się, by złożyć na jej policzku przyjacielski pocałunek, aktorka nie wyglądała na uszczęśliwioną. Pan Artur dopiął jednak swego i w końcu ją cmoknął. Dlaczego tak mu na tym zależało - zastanawia się bulwarówka.
"To był gest podziękowania" - tłumaczy Artur Barciś w rozmowie z "Faktem". "Zagrałem w jej filmie jedną z głównych ról i jestem Krystynie za to wdzięczny" - dodaje.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|