Jak Tomasz Karolak tłumaczy zatem to, że od niedawna możemy go też oglądać jako wesołego jurora w show Polsatu „Tylko nas dwoje”? Mówi wprost, że w telewizji zarabia na swój teatr.
Jestem współproducentem sztuki Mikołaja Grabowskiego „Opis obyczajów 3”, która jest kultową sztuką w środowisku aktorskim. Szukałem miejsca na próby w Warszawie. I
znalazłem. Kiedy wprowadziłem tam Mikołaja z zespołem, usłyszałem: „Karol, my stąd już nie wyjdziemy”. Po prostu zakochali się w tym miejscu.
Wciąż jest tam obecny duch przedwojennej Warszawy i to nas chyba urzekło. Zacząłem się zastanawiać, do kogo to miejsce należy. Okazało się, że do ZHP. A ponieważ ja bardzo długo byłem
harcerzem, to znaleźliśmy wspólny język. Dzięki mojej agentce udało mi się wynegocjować dobre warunki dla teatru Imka.
Ja zawsze podkreślam, że nie robię tego teatru dla siebie. Będę grał w niektórych przedstawieniach. A zagranie w „Opisie obyczajów” od zawsze było moim marzeniem. Znajdą
się tam także świetni aktorzy krakowscy, warszawscy i wrocławscy. Zobaczymy Magdę Boczarską, Iwonę Bielską, a także samego reżysera Mikołaja Grabowskiego.
Oczywiście teatr jest również biznesem. Musi na siebie zarabiać, by umożliwić powstanie następnych produkcji. Ja tylko chciałbym podkreślić, że to nie jest przedsięwzięcie czysto
komercyjne. Nie chodzi mi tylko o to, by zarabiać kasę. Chciałbym oczywiście, by aktorzy grali za godziwe pieniądze, ale chcemy połączyć różne żywioły. Mam też pomysły bardzo
artystyczne, które nijak się mają do komercji.
Obiecuje, że w naszym w teatrze nie będzie śmiertelnie poważnie. Choć wystawiamy klasykę, to będzie również zabawnie. Chcę jednak, by ludzie wychodzili ze spektaklu nie tylko w dobrym
humorze. Nasze przestawienia mają również skłaniać do refleksji.
Jedno drugiemu nie przeczy. Oczywiście mój udział w show Polsatu daje mi zabezpieczenie finansowe, którego będę potrzebował na początku mojej działalności teatralnej. Tu nie ma co się
oszukiwać...
Oczywiście. Nigdy nie wybieram propozycji, które choć trochę mnie nie interesują. Widziałem fragmenty w wersji np. rosyjskiej. To jest naprawdę śmieszne!
Nie będę ukrywał, że dostałem propozycję nagrania płyty z Jankiem Borysewiczem. Janek już skomponował część utworów, teraz czekamy na tekst. Nie uważam się za jakiegoś niezwykłego
wokalistę. Mam świadomość swoich ograniczeń. Ja traktuje to jako zabawę. Ale jeśli słuchacze chcą się ze mną w to pobawić, to dlaczego nie?
Oczywiście. Jest to dla mnie spełnienie marzeń. Pierwszą płytą, która u mnie stała na półce, był krążek Lady Pank „Lady Pank”. Ten zespół jest dla mnie
legendą.
Oczywiście. Piosenki dla zakochanych również się znajdą na płycie.
Nie ma mnie w tym filmie w wersji europejskiej, ale jestem w wersji reżyserskiej. Nie będę tu ukrywał, że znów dostałem propozycję wyjazdu za ocean. To będzie wiosną przyszłego roku.
Zaprosił mnie ten sam reżyser, z którym pracowałem przy „Get Low”. Na razie nie mogę zdradzić tytułu. Ale muszę się teraz pilnie uczyć języka!
To był mój wybór. Serial „39 i pół” zabrał mi prawie dwa lata mojego życia i dużo sił. Muszę troszeczkę teraz dojść do siebie.
Nie, ja raczej spotykam się z miłymi objawami popularności. Jestem kojarzony z sympatycznymi postaciami. Widzowie uśmiechają się do mnie na ulicy. Nawet jak czasami mam doła, to gdy spotykam
kogoś, słyszę: „O, to Pan, będę się teraz uśmiechać przez cały dzień!” To bardzo miłe dla aktora. Ja po prostu chcę trochę odpocząć i mieć więcej czasu. Także
dla córeczki, Lenki.
>>> Czytaj także: Rubikowie chwalą się córeczką