Oj długo. Teraz już mogę przyznać, że organizatorzy od samego początku mnie namawiali. No i w końcu się udało, dałem się przekonać.
Przeważyło to, że w końcu nie musiałem wybierać między moim zawodem a udziałem w programie rozrywkowym. W tej chwili mam taki okres w życiu, że treningi mogę pogodzić z moją pracą
zawodową.
To właśnie małżonka razem z synem namówili mnie żebym w końcu zatańczył. Bo ja mimo, że mam teraz więcej czasu to i tak chyba ze strachu bym nie chciał tańczyć, po prostu uważałem,
że jestem za stary. Oczywiście wtedy zawsze przypominano mi kolegę z teatru – Krzyśka Tyńca, bo on dał radę i to troszeczkę mnie mobilizowało. Poza tym żona powiedziała mi:
"Słuchaj, jak weźmiesz w tym udział, to będziesz młodszy, bo poprawisz sobie kondycję, zdrowie, no i czegoś się nauczysz."
I Masakra, no może nie aż tak tragicznie, ale bolało mnie absolutnie wszystko. Na szczęście mam cudowną partnerkę, która jest wyrozumiała. Choć jest bardzo wymagająca, to cierpliwa i
bardzo mi życzliwa, co jest bardzo ważne. Bo ja jestem człowiekiem, któremu jeśli podcina się skrzydła, to się załamuje, chowa się w mysią dziurę i nie wyłazi stamtąd.
Nie, nie, po treningach zazwyczaj jadę do teatru, gram jedno przedstawienie, potem drugie. Wracam około 23, jeszcze otwieram moją stronę internetową, bo tam wszyscy na mnie czekają. A potem
przewracam się na łóżku i zasypiam. Rano wstaję i znowu w ten kierat. Ale jestem przyzwyczajony do ciężkiej pracy. Ja w ogóle lubię pracować.
Bardzo, bardzo życzliwie. W ogóle wszyscy ludzie życzliwie reagują. Na każdym kroku spotykam się z sympatią. Sklepowe w sklepach, panowie na stacjach benzynowych, wszyscy mi kibicują i
cieszą się, że będą mnie oglądali. To jest bardzo miłe, a z drugiej strony potworna odpowiedzialność. Bo co, jeśli ich zawiodę...?
Proszę takich rzeczy w ogóle nie mówić. Bo jeżeli odpadniemy w trzecim czy czwartym odcinku, to będzie bardzo przykro. Ale dodam, że nie ma między nami jakiejś dzikiej rywalizacji. Ta grupa
jest bardzo fajna, a ja chcę się po prostu dobrze bawić, czegoś nauczyć i sprawdzić swoje możliwości
Jest dużo większa. W teatrze ja mam dwie godziny, by zagrać daną rolę. Poza tym jestem aktorem i w zawodzie pracuję trzydzieści lat, więc wiem, jak to smakuje. Tu jest minuta i czterdzieści
sekund, by pokazać albo, że się coś potrafi, albo żeby się skompromitować. Dlatego staramy się z Pauliną dobrze przygotować.
Rozpocząłem próby do sztuki w Teatrze Ateneum – „Bóg mordu”, gdzie gram jedną z czterech głównych ról. Moją partnerką jest Iza Kuna. No i gram w Teatrze
Polonia, Teatrze Capitol... W lipcu natomiast zaczynamy zdjęcia do kolejnego „Rancza”.
>>> Zobacz także: Tomasz Kammel - szalony kapelusznik