"Obawiam się, że to nie pierwszy raz, kiedy mężczyzna za pomocą oszczerstw i kłamstw na mój temat próbuje zwrócić na siebie uwagę i korzystając z mojej popularności wypromować swój projekt" - oświadczyła Faktowi Weronika Rosati. Krótka, ale treściwa wypowiedź gwiazdy ma kilka podtekstów.

Reklama

Po pierwsze, Rosati między wierszami przyznaje, że Esterka z książki Żuławskiego to naprawdę ona. Reżyser zaklinał się w rozmowie z nami, że „wszelkie podobieństwo do osób i wydarzeń jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone”. Jednak sama aktorka najwyraźniej nie ma co do tego złudzeń. Postać w książce przedstawiana jest jako córka polityka i projektantki mody – tak jak Weronika Rosati, a bohatera książki łączy z nią zażyłość. Zgadzają się też liczne opisane sytuacje, w których naprawdę brali udział Rosati i Żuławski, jak choćby ich słynne spotkanie w centrum handlowym, zakończone łzami i czułymi gestami. Szokujące zdjęcia obiegły wówczas całą Polskę.

Z drugiej strony, choć Rosati domyśla się, że to ona jest fikcyjną Esterką, to przy tym zarzuca Żuławskiemu oszczerstwa. Trudno się dziwić, skoro reżyser na łamach książki przedstawia dziewczynę jako zepsutą gwiazdkę, która dla kariery „ssie hollywoodzkie ch...”, a to tylko jedno z wypisywanych przez niego plugastw.

Po trzecie wreszcie, Weronika sugeruje, że są też inni mężczyźni, którzy próbowali się promować na jej nazwisku. Kogo jeszcze ma na myśli? Być może aktorce chodzi o jej byłego partnera, znanego z występu w polsatowskiej „Fabryce gwiazd” rapera Tedego. „Gdybym zaliczył wpadkę, robiąc wtedy Rosatkę, to przemyśl, jaką moje dziecko miałoby matkę” - rapował między innymi Tede. Cóż, Rosati zdecydowanie ma pecha do mężczyzn...

>>> Czytaj także: Śmierć w "M jak miłość"