Borys Szyc to prawdziwy szczęściarz: nie dość, że wiedzie mu się w życiu osobistym i zawodowym, to jeszcze udaje mu się spełniać swoje marzenia. Za kilka dni światło dzienne ujrzy pierwszy album polskiego gwiazdora. Aktor zdaje sobie sprawę, że wokalnie czeka go wiele pracy, jednak jest dobrej myśli.
Płyta nosząca tytuł "Feelin’ Good" jest spełnieniem marzeń Borysa, który zawsze chciał porywać tłumy, stojąc na scenie z mikrofonem: „Marzyły mi się koncerty, tysiące ludzi pod sceną, najlepsi muzycy grający ze mną. Chciałem nazwać się Bono, ale jakiś Irlandczyk ukradł mi tę ksywę i śpiewa do dzisiaj, podobno nieźle. Nie uważam siebie za wybitnego wokalistę, jestem świadomy swoich braków. Kiedyś obiecałem sobie nie robić tego, w czym nie jestem dobry, ale... ta pokusa była silniejsza”.
Borys jest chyba troszkę zbyt skromny… Śpiewanie Prince'a wychodzi mu całkiem nieźle:
p
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl