Anna Sobańda: Twierdzi pan, że przez 30 lat obecności na antenie, "Teleexpress" zawsze omijały polityczne zawieruchy. Jak to możliwe?

Marek Sierocki: Być może dlatego, że polityki w "Teleexpressie" nigdy nie było za dużo. Przeważały informacje kulturalne, książki, muzyka, filmy.
Ja mam to szczęście, że zajmuję się muzyką i tematy polityczne są mi obce. Nie uczestniczę w dyskusjach politycznych, dla mnie muzyka i sport są odskocznią od tych trudnych, szybkich czasów w jakich żyjemy.

Czy dziś, w dobie Internetu, promowanie muzyki w programie telewizyjnym jest trudniejszym zadaniem?

Zdecydowanie tak. Kiedyś wystarczyło zapowiedzieć nowy teledysk i to już było coś. Dziś teledyski pojawiają się wcześniej w Internecie, który jest dla młodych ludzi źródłem zdobywania wiedzy o muzyce. Jednak ku mojej radości, wielu polskich artystów zwleka z premierą swojego teledysku i wprowadza go do Internetu minutę po tym, jak jego fragment zaprezentujemy w "Teleexpressie". To świadczy o tym, że szanują tę minutę muzyki w naszym programie. W środę zaś mamy okienko, w którym promujemy młodych polskich twórców. Wielu z tych, którzy w początkach swojej kariery tym cyklu się pojawili, dziś jest gwiazdami polskiej sceny.

Kogo ma pan na myśli?

Na przykład zespół Łzy, Feel, czy Dawid Podsiadło, choć on akurat był znany z udziału w talent show. To miłe, kiedy artyści pamiętają, że zaczynali w "Teleexpressie". Na przykład na stronie zespołu Łzy przez wiele lat była informacja, że najważniejszy dzień w ich karierze to wizyta w "Teleexpressie".

Jak ocenia pan pomysł posła Liroya, by ustawą nakazać rozgłośniom radiowym, aby co druga puszczana przez nich piosenka była polska?

Mówiąc szczerze, to ja bym chciał, żeby polskiej muzyki było nawet 70%. Jeżdżąc po Europie, i takich krajach, jak Francja, Włochy czy Hiszpania zauważam, że w stacjach radiowych zdecydowanie dominuje muzyka w języku narodowym. Tam prawie nie słyszy się utworów śpiewanych po angielsku. W Polsce na listach najlepiej sprzedających się płyt też dominuję rodzimi artyści. Muzykiem, na którego płyty Polacy czekają najchętniej, jest nieżyjący już Czesław Niemen. Polacy lubią polską muzykę.

Dlaczego więc nie przekłada się to na radiowe playlisty?

O to trzeba byłoby zapytać radiowców.

Przez wiele lat był pan dyrektorem artystycznym Opola

Byłem także rzecznikiem prasowym, prezenterem i zwykłym fanem.

Czy nie uważa pan, że formuła tego festiwalu się przeterminowała i nie przystaje do dzisiejszych czasów?

Faktycznie dziś show biznes jest zupełnie inny niż był wówczas, gdy ruszał "Teleexpress". Obecnie promocja odbywa się w Internecie, w każdej chwili możemy otworzyć komputer i mamy dostęp do dowolnej muzyki. Sądzę jednak, że festiwale, szczególnie ten w Opolu, którego fanem jestem od dziecka, wciąż są potrzebne. Konkurs premier, nagradzanie artystów za poprzedni rok Super Jedynkami, czy świętowanie jubileuszów to nadal coś dobrego. W tym roku naprawdę mieliśmy do czynienia z dobrym poziomem Opola. Może brakowało jednego utworu, który byłby oczywistym hitem, ale żadnej piosenki z koncertu premier nie możemy się wstydzić.

Jak jako fan zareagował pan na fakt, że w tym roku dość mocno na scenę Opola wdarła się polityka?

Dzisiaj mamy takie czasy, że polityka wychodzi wszędzie. Zupełnie niepotrzebnie. Muzyka jest muzyką, Opole jest stolicą polskiej piosenki, a festiwal jej świętem i nie powinien mieć kontekstów politycznych.

Czy pana zdaniem, w związku z atmosferą panującą w społeczeństwie, odrodzi się piosenka zaangażowana politycznie?

Na pewno tak się stanie. Uważam jednak, że muzyka łagodzi obyczaje, łączy pokolenia i łączy ludzi, którzy mają inne poglądy polityczne.

W książce napisał pan, że Eurowizja kiedyś promowała przede wszystkim dobrą muzyką. Ostatnio jednak mam wrażenie, że bardziej niż o muzykę, chodzi tam o pewne idee. Zwycięstwo Conchity Wurst było manifestacją pewnych wartości, podobnie tegoroczny triumf Ukrainy.

Ma pani rację. W tym roku jednak, mimo ewidentnego konfliktu między Rosją i Ukrainą, który było widać na scenie i w ocenach jurorów z wielu krajów, pojawiło się wiele bardzo dobrych piosenek. Szwedzka propozycja była bardzo ciekawa, podobnie Hiszpańska, Włoska, Węgierka.

A Polska?

Nasz Szpak wypadł znakomicie. 3. miejsce w głosowaniu widzów to jest naprawdę ogromny sukces.

Czy jest w Polsce artysta, który pana zdaniem mógłby wygrać Eurowizję?

Oczywiście, cały czas uważam, że mogłaby to zrobić Edyta Górniak, która wciąż fantastycznie śpiewa.

Ale na krajowych eliminacjach poległa.

To wina wyłącznie repertuaru. Trzeba mieć dobry przebój. Michał Szpak wygrał krajowe eliminacje, ponieważ miał bardzo dobrą piosenkę, bardzo festiwalową.

Mamy dziś w Polsce autorów, którzy potrafią pisać dobre piosenki?

Żyjemy w przeświadczeniu, że wybitnych tekściarzy mieliśmy kiedyś. I faktycznie tak było, bo Wojciech Młynarski, Agnieszka Osiecka, Janusz Kofta, czy Jeremi Przybora to wielcy autorzy, z którymi trudno się ścigać. Dziś jednak również mamy grono wspaniałych twórców takich, jak Jacek Cygan, Marek Dutkiewicz, Andrzej Mogielnicki. To są tekściarze na bardzo wysokim poziomie.

Książka Marka Sierockiego i Macieja Orłosia "Teleexpress. 30 lat minęło" została wydana nakładem wydawnictwa RM.