Anna Sobańda: Dlaczego pojechała pani do tak koszmarnego miejsca jak brazylijskie więzienie?

Anita Werner: Trafiłam do więzienia dla kobiet w Sao Paulo w Brazylii ze względu na niezwykłe wydarzenie, które miałam szansę tam obserwować, czyli konkurs Miss. Odbywa się on raz w roku i w ten jeden dzień osadzone tam dziewczyny mają szansę naprawdę poczuć się kobietami. Cieszą się jak małe dziewczynki, kiedy mogą się umalować, zrzucić więzienny uniform i założyć sukienkę, zrobić piękną fryzurę. To jest niezwykłe.

Dostanie się z kamerami do więzienia chyba nie było prostą sprawą.

Było ciężko. Byliśmy jedyną ekipą telewizyjną ze świata, która mogła obserwować ten konkurs. Przez wiele miesięcy staraliśmy się o wszelkie niezbędne zgody, żeby tam pojechać. Zdjęcia są absolutnie unikatowe, tak jak historie naszych bohaterek.
Co ciekawe, oprócz kategorii Miss więzienia, Miss simpatico i Miss kultura, przyznawanej dziewczynie, która zaprezentowała przygotowany na zadany wcześniej temat tekst, jest też kategoria Mister.

Mister w kobiecym więzieniu?

Tak, ponieważ w tym ośrodku jest dość spora społeczność lesbijska i aby te dziewczyny również mogły wystartować w konkursie, stworzono dla nich osobną kategorię. To było bardzo ciekawe obserwować, jak one razem współpracują, żyją, jak wygląda ich codzienność.

Nie obawiała się pani wizyty w takim miejscu?

Wiedziałam oczywiście, że ta wizyta może być dla mnie pełna emocji i oczywiście tak było. O bezpieczeństwo się nie obawiałam, bo byliśmy tam z przydzielonym strażnikami, którzy nas pilnowali. Ponadto to był zakład półotwarty, z którego część kobiet ma szansę, w sposób monitorowany, wychodzić na przykład do pracy poza więzieniem. Każdego dnia musieliśmy przechodzić przez kontrolę, byliśmy dokładnie sprawdzani, nie mogliśmy wnosić nawet telefonów komórkowych, cały czas towarzyszył nam strażnik. Nie miałam więc żadnych podstaw do tego, żeby w jakikolwiek sposób się obawiać.
Traktuję takie doświadczenia jako możliwość, po pierwsze, zrobienia dobrej roboty zawodowej, a po drugie doświadczenia nowych rzeczy, czerpania garściami z tego, co się tam na miejscu dzieje.

W tej historii pojawia się dość zaskakujące połączenie, bowiem wybory Miss więzienia odbywają się w dniu Święto Matki Bożego Miłosierdzia. Czy konkurs piękności jest formą celebracji chrześcijańskiego święta?

Tam na miejscu nie rzucało się to w oczy. Widziałam jednak, że dla kobiet osadzonych w tym zakładzie był to niesamowicie ważny dzień. Budynek więzienia wygląda jak stary, obdarty barak, a cele wyglądają jak klitki. Siedzi w nich zazwyczaj po 8, a nawet 10 kobiet. One nie mają tam żadnej prywatności, wszystkie są tak samo ubrane. Więzienna codzienność bardzo kontrastuje z tym, co dzieje się tego jednego, wyjątkowego dnia.

Czy w trakcie pracy nad dokumentem miała pani okazję poznać historie osadzonych?

Tak, miałam okazję spotkać się z poszczególnymi bohaterkami naszego dokumentu. Byłam ciekawa, dlaczego znalazły się w więzieniu, co spowodowało, że zeszły na drogę przestępstwa, jakie są ich losy, czy mają rodziny, czy za murami więzienia zostawiły dzieci. Te rozmowy pozwoliły także narysować przekrój brazylijskiego społeczeństwa oraz rolę kobiet w tym społeczeństwie. Z tych rozmów właśnie wychodziło, jak bardzo czasami środowisko, w którym te dziewczyny się wychowywały, wpłynęło na ich późniejsze życie. Idąc tym tropem, trafiłam także do faweli i zobaczyłam, jak wygląda życie w miejscu, w którym za każdym rogiem czyha niebezpieczeństwo przejścia na drogę przestępstwa i zarobienia pozornie łatwych pieniędzy, podczas gdy na legalny zarobek nie ma zbyt dużych perspektyw.

To był pierwszy film dokumentalny, w którym wzięła pani udział. Czy myśli pani o kolejnych tego typu projektach jako odskoczni od serwisów informacyjnych?

To jest oczywiście ogromna przygoda zawodowa i przypominała mi trochę czas, w którym robiłam "Damę Pik". Natomiast teraz nie zamierzam porzucać "Faktów" - niezmiennie jestem bardzo dumna, że mogę być częścią tej drużyny. Sprawdzam się tam każdego dnia. Mam oczywiście nadzieję, że takich przygód zawodowych jak materiał z brazylijskiego więzienia będzie więcej, na razie jednak nie mam żadnych planów poważnych zmian w moim zawodowym życiu.

Jest pani jedną z nielicznych znanych twarzy polskiego dziennikarstwa, które w ogóle nie funkcjonują w mediach społecznościowych. Dlaczego?

Na Twitterze pewnie niedługo będę, natomiast rzeczywiście media społecznościowe nie są moim konikiem. Może po prostu jestem tak bardzo konserwatywna, że wolę kontakt z ludźmi na innych płaszczyznach, niż ta internetowa. Oczywiście bardzo szanuję internetowych fanów, choćby "Faktów". To jest ogromna siła i internauci często są dla nas dużym wsparciem.

Broni się też pani przed jakimikolwiek formami celebryctwa. Podczas gdy wielu pani kolegów i koleżanek po fachu staje się celebrytami, pani konsekwentnie udaje się tego unikać. Czy pani zdaniem, bycie celebrytą szkodzi dziennikarskiemu profesjonalizmowi?

Staram się po prostu robić swoją robotę najlepiej, jak potrafię, i tego się trzymam.