Anna Sobańda: Serial "Bodo" przejął pan po swoim poprzedniku, czy z wiarą w sukces tej produkcji?

Jan Pawlicki: Tak, wierzę gorąco w sukces tego serialu. Polska historia jest niesamowitym polem do eksploatacji fabuły. Można ją ciąć na kawałki i przerabiać na filmy i seriale. Szczególnie taka historia - człowieka, który uosabia cały blask, ale i gorycz dwudziestolecia międzywojennego. Historia zakończona tragicznie, ponieważ Eugeniusz Bodo podzielił los wielu Polaków, którzy zginęli podczas wojny. Jest niesamowity ładunek energii w tej opowieści, w tych bohaterach, którzy są przecież autentycznymi idolami dwudziestolecia, bohaterami masowej wyobraźni. Przeboje z tamtego okresu, które ożywają w nowych aranżacjach, to jest coś niesamowitego. Ludzie będą je nucić w drodze do pracy. Absolutnie jestem przekonany, że to będzie sukces. Jestem scenarzystą, więc umiem docenić pracę włożoną w tę produkcję. Mam też świadomość, że poniekąd spijam śmietankę moich poprzedników, którzy podjęli decyzję o zamówieniu tego serialu.

Czy pan również wybrałby właśnie Eugeniusza Bodo na bohatera dużej produkcji?

Tak, to jest strzał w dziesiątkę. To jest bohater, o którym można fantastycznie opowiedzieć, jego życie i kariera pełne są wzlotów i upadków, a ludzie kochają takie opowieści. Poza tym mamy tu historię o tym, jak funkcjonowały wówczas gwiazdy, rynek medialny, kulisy show biznesu, a to wszystko podane w sosie retro. Jestem pełen podziwu dla twórców, aktorów, scenarzystów, reżysera i autorów muzyki.

Czy Telewizja Polska planuje więcej takich historycznych produkcji serialowych?

Oczywiście, ponieważ polska historia pełna jest tego typu opowieści. To jest kino gatunkowe, którego u nas brakuje. Sukces tego serialu będzie wynikał również z tego, że jest on adresowany do wielu grup odbiorców. Jest ofertą zarówno dla fanów seriali historycznych, jak i obyczajowych, wielbicieli historii o gwiazdach, jak i ludzi głodnych tak zwanego prawdziwego życia, czyli widzów seriali pokroju "M jak miłość".

Badania pokazują, że właśnie takie seriale mają szansę stać się popularne. Przykładem takiego sukcesu jest turecki serial "Wspaniałe stulecie", który jest hitem właśnie dlatego, że angażuje różne grupy odbiorców. Jestem przekonany, że w przypadku "Bodo" będzie podobnie.

Są już jakieś konkretne pomysły na tego typu seriale?

Pomysły są w głowach i na biurkach. Na pewno jednak uruchomimy projekt telenoweli historycznej, kostiumowej, mam nadzieję, że codziennej. Seriale licencyjne są tańsze, ale musimy stawiać na własne produkcje, bo w perspektywie czasu one przyniosą dochód, kiedy zostaną sprzedane do innych telewizji. Turkom udało się sprzedać serial "Wspaniałe stulecie do bodajże 80 krajów, więc dlaczego nam miałoby się nie udać. Innym przykładem jest Dania, mały rynek w sensie zasięgu językowego i potencjału finansowego, a produkuje swoje historie, które kupują Amerykanie i przerabiają po swojemu. Tak było na przykład z serialem "The Killing" i tak właśnie musimy robić w Polsce.

W jakim okresie historycznym miałaby być osadzona akcja polskiej telenoweli historycznej?

Wahamy się jeszcze, ale generalnie będzie to złoty wiek historii Polski; kiedy Rzeczpospolita jest u szczytu potęgi, można pokazać przepych, bogactwo, a jednocześnie historie o ludziach, intrygi dworskie, losy, romanse itd.
Nie uciekamy też od tematów trudnych i ciężkich, na które ludzie czekają. Planujemy serial o Żołnierzach Wyklętych. Jest bardzo duże zainteresowanie tym tematem. To są bohaterowie, którzy teoretycznie przegrali, zostali wymazani z historii, a teraz wracają. Wracają za sprawą muzyki, komiksów, filmów, zainteresowania literaturą z tego okresu. Ludzie się z tymi bohaterami identyfikują, co widać na oprawach stadionowych podczas meczy czy na Marszu Niepodległości. Dla młodych ludzi to są ważni dla nich bohaterowie. Tak więc taka opowieść powstanie w Telewizji Polskiej, będzie zrobiona na najwyższym poziomie, zostaną przeznaczone na to duże pieniądze.

Chciałabym odejść od tematu seriali i zapytać o inną produkcję TVP1, czyli program "Świat się kręci". Wiadomo już, że będzie on obecny w wiosennej ramówce, a co dalej?

Na program "Świat się kręci" mamy podpisaną umowę do czerwca. Nic nie jest przesądzone, ponieważ jako szefowie anten mamy obowiązek patrzeć na wyniki i zastanawiać się jak na przykład podnieść punkt startu "Wiadomości". Oglądalność jest bowiem bardzo dobra, ale osiąga swój pik dopiero w 15 minucie - tak nie może być, więc będziemy nad tym pracować. Nie przesądzam jednak jak będzie to pasmo wyglądało.

Pojawiły się także głosy, że swój program na antenie Jedynki ma dostać Mariusz Max Kolonko.

Bardzo serdecznie pozdrawiam pana Maxa Kolonkę. Jestem wielbicielem jego talentu, ponieważ trzeba potrafić "szyć" przez pół godziny do kamery, żeby ludzie tego słuchali i jednocześnie utrzymywać poziom zainteresowania i adrenaliny. To jest duża umiejętność, którą doceniam jako dziennikarz. W tej chwili, tak jak powiedział sam Max Kolonko, programów się nie dostaje, tylko programy są kupowane. Więc być może tak się złoży, że pan Max Kolonko otrzyma ofertę z naszej strony. Nie chciałbym jednak komunikować tego przez media.

Do TVP1 na pewno wraca Jan Pospieszalski, którego programy jak wiemy pokazują mocno określony światopogląd. Czy pojawi się produkcja prezentująca inny punkt widzenia?

Otrzymała od nas ofertę pani Dominika Wielowieyska, to miał być jednak program w TVP Info. Ona się nie zgodziła. W tej chwili cały czas pracujemy nad publicystyką. "Warto rozmawiać" to pewna pozycja wiosennej ramówki, nad pozostałymi wciąż pracujemy. Zbyt wielu formatów na dużą antenę w jednym czasie nie zdołamy wsadzić.
Jest kilka projektów, z którymi już ruszyliśmy, ale nie wejdą one do ramówki wiosennej, ponieważ nie zdążymy z ich realizacją. Tak więc jesteśmy w fazie intensywnej pracy.

Paweł Kukiz miał pomysł, by do TVP ściągnąć Monikę Olejnik. Co Pan na to?

Pozdrawiam panią Monikę, ale to jest zbyt specyficzna forma publicystyki, jaką uprawia. Szanuję ją jako dziennikarkę. W tym przypadku jednak nie przewiduję takiej możliwości, żeby pani Monika dostała ode mnie ofertę.