Jan Englert największym cwaniakiem w "Układzie warszawskim"
Choć Jan Englert jest dyrektorem Teatru Narodowego i wybitnym artystą, to nie boi się grać w telewizyjnych serialach. Już we wrześniu będziemy go mogli zobaczyć w nowej produkcji "Układ warszawski", w którym wciela się w postać Antoniego Rylskiego vel Łapy. Jego bohater to najsłynniejszy włamywacz w Polsce, który stoi za głośną kradzieżą brylantowej kolii.
- Dramatyczne wyznanie Jana Englerta. "Dlaczego tak się dzieje?"
- Jesień w telewizji nie będzie nudna. Zobacz, czym nas zaskoczy!
- Małgorzata Szumowska kręci z Andrzejem Chyrą
- Englert: Nowelizacja ustawy postawi teatr na głowie
- Znany aktor współczuje Englertowi po awanturze z Szapołowską
- To już koniec świata Paris Hilton...
- Jesień z nowymi serialami. Co warto oglądać?
- Układ w "Rezydencji", czyli przegląd nowości jesiennej ramówki
- Oto kandydat do Senatu, którego poparli Wajda i Penderecki
- Aktorka kontra dyrektor. Englert w sądzie ujawnia SMS-y
-
Dla nich wiek nie ma znaczenia!
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 23°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jak czytamy w "Fakcie":
Jak aktor sprawdzi się w roli cwaniaka i złodzieja? No cóż, dla Englerta nie ma ról niemożliwych do zagrania. Aktor zawsze wybiera te najtrudniejsze i najbardziej ambitne. Swoją karierę rozpoczął bardzo wcześnie, bo w wieku 13 lat, kiedy to zadebiutował w filmie "Kanał" w reżyserii Andrzeja Wajdy. Jednak dziś, po latach przyznaje, że wybór zawodowej drogi nie był do końca świadomy.
– Ja się nie decydowałem na aktorstwo. To życie za mnie wybrało. A wtedy pojawienie się w filmie było jak dziś zagranie głównej roli w „M jak…”. Nauczyciele mnie inaczej traktowali, miałem fory. Zdarzyło mi się kiedyś miesiąc wagarować – powiedział szczere w jednym z wywiadów. I zaraz potem dodał, że dzięki mądrości jednej ze swoich nauczycielek w porę się opamiętał i więcej już nie nadużywał swojej rodzącej się popularności.
Zresztą Englert wcześnie debiutował nie tylko jako aktor, ale także w roli męża i ojca. Pierwszą jego żoną była Barbara Sołtysik – aktor ma z nią trójkę dzieci.
– Pierwszy raz ożeniłem się, mając lat 18. I dodał: Mam teorię, że człowiek ma dekadę w życiu, w której rozwój psychiczny harmonijnie łączy się z dojrzałością fizyczną i osiąga się szczyt możliwości życiowych. Cała rzecz w tym, by wyłapać ten moment, umieć go zanalizować i korzystać z tej wiedzy do końca życia. Myślę, że u mnie ten moment nastąpił między 40. a 50.
I trudno się z nim nie zgodzić. Aktor po latach rozwiódł się ze swoją pierwszą żoną i związał ze swoją, o 25 lat od siebie młodszą, studentką – Beatą Ścibakówną. Z drugą żoną wspólnie wychowują córeczkę Helenkę. Aktor wyznał jakiś czas temu, że ojcostwo w wieku dojrzałym zupełnie inaczej smakuje. Przyznał też, że teraz ma w sobie dużo więcej cierpliwości.
– Staram się tłumaczyć, a nie krzyczeć. I jeśli w wieku 20 lat oddaje się dziecku 10–30 procent siebie, to w wieku dojrzałym 50–80. Bo dziecko to superata. Prezent. Ewidentne przedłużenie młodości. Nie ma szans, by być starym. Dziecko jest namacalnym dowodem, że nic się nie kończy. Nieśmiertelność to pozostawianie po sobie czegoś w świecie niewymiernym, coś więcej niż przekazanie genów – podsumował aktor.




















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!