Czy to już soft porno na ekranie monitora?
- Rycerskie zmagania na ekranie monitora
- Podsumowanie roku 2009: gry i technologie
- New Super Mario Bros. Wii - nie dla dzieci
- 10 tytułów interaktywnego wideo 2009 roku
- "Heavy Rain": przełom w interaktywnym wideo
- Wielkie zmiany w "Monopolu"
- "Arcanum" - druga młodość starych gier
- Serialowe "CSI" na ekranie komputera
- Rzadki przypadek gry autorskiej
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 23°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Wiedźma z Księżyca
„Bayonetta” mogła być błyskotliwą groteską z przymrużeniem oka, gdyby dotrzymała obietnic złożonych w przeuroczym prologu. Cmentarz. Ubrana na biało zakonnica(?) modli się nad trumną. Po nieboszczyka przybywają anieli. Fałszywa zakonnica zrzuca przebranie – pęknięciom materiału na krągłościach towarzyszą zmysłowe jęki – i już jako spowita w czerń Bayonetta rozpoczyna rzeź sług światła, ino pierze ze skrzydeł anielskich leci. W tle rozbrzmiewa nagle, łamiąc dotychczasowy nastrój - i jest to kontrast szokujący, a przy tym wysmakowany - liczący pół wieku przebój „Fly Me to The Moon” Howarda, w wyjątkowo słodkim, koktajlowym wykonaniu. Doznajemy eksplozji skojarzeń.
Przypominają się kanoniczne wersje tego aksamitnego evergreenu, w tym interpretacje Franka Sinatry i Astrud Gilberto. Wiedząc z wprowadzenia, że symbolem klanu wiedźm jest Księżyc, a poróżnionych z nimi anielich Słońce, szukamy kluczy w słowach piosenki. Co niektórzy zauważą, że utwór ten kończył odcinki mangowego serialu telewizyjnego „Neon Genesis Evangelion”, którego bohaterowie walczyli z monstrami zwanymi Aniołami, i że figura wiedźma – Księżyc nie jest w japońskiej popkulturze czymś nowym. To wszystko przetacza się przez głowę w sekundy. Można poczuć się oszołomionym, natłok tropów robi wrażenie. Niestety, potem już trudno o podobne kulminacje.
Efektownie budowany na kontrastach dowcip okazuje się rzadkością. Podobnie jak „Fly Me to The Moon” bawi tylko pomysł z nazwaniem zestawu czterech pistoletów tytułem kojącej staroangielskiej ballady „Scarborough Fair”, rozsławionej przez Simona i Garfunkela. Poszczególne spluwy to, za refrenem, Pietruszka, Szałwia, Rozmaryn i Tymianek. Stylowe. Szkoda, że sama gra to głównie repetycyjna rzeź. Szkoda, że w scenariuszu coś się zaczyna dziać dopiero po pierwszej tercji, gdy nabiera wagi motyw małej dziewczynki nazywającej zaskoczoną tym Bayonettę mamą. Szkoda, że tak charyzmatycznej heroiny nie wbudowano w mniej sztampową opowieść. Po „Heavenly Sword” wiemy już, że slasher może być czymś więcej.














































~Ryj_Jana_Pawła_22012-03-19 20:33
Tusk ogląda toto bez przerwy, dlatego zgłupiał do reszty...
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!