Czy to już soft porno na ekranie monitora?
To może jeszcze nie soft porno, ale już pigmalionizm. Autorzy „Bayonetty” chcieli stworzyć możliwie atrakcyjny seksualnie zbiór polygonów. Czy powinno nas przerażać, że odnieśli sukces?
- Rycerskie zmagania na ekranie monitora
- Podsumowanie roku 2009: gry i technologie
- New Super Mario Bros. Wii - nie dla dzieci
- 10 tytułów interaktywnego wideo 2009 roku
- "Heavy Rain": przełom w interaktywnym wideo
- Wielkie zmiany w "Monopolu"
- "Arcanum" - druga młodość starych gier
- Serialowe "CSI" na ekranie komputera
- Rzadki przypadek gry autorskiej
Pogoda
POLSKA
Niedziela 2012-02-12

temp. min -28°C max. -1°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Bayonetta"
Platinum Games, dystr. CD Projekt
X360, 18+, fonia ang., napisy ang.
Satysfakcja: 7
Grafika: 9
Dźwięk: 8
Ociekająca erotyzmem bohaterka gier wideo to nic nowego. Gotyckie nogi, barokowy biust, renesansowa swoboda obyczajowa i dekolt po pępek - takich postaci wykreowano na ekranach legiony. Były to
jednak głównie odrealnione fantomy; raczej szkicowane grubą kreską idee ponętnych heroin niż rzeczywiście kuszące wizerunki kobiet. Gdy Larę Croft obwołano symbolem seksu, jej zbudowane z
wielokątów krągłości burzyły krew nie bardziej niż obrazy kubistów.
Wirtualny klub go-go
Postęp technologii sprawił, że ostatnimi laty cyfrowe femboty coraz bardziej zaczęły przypominać kobiety. Żadnej jednak dotąd nie wyrzeźbiono z taką troską o detale jak Bayonetty. W żadnej tak konsekwentnie i umiejętnie nie eksponowano seksualności, aż do perwersyjnie nierealnych natężeń. Rozgrywka jest tu pretekstem do pokazów niemożliwych figur baletowych walczącej na ziemi lub w powietrzu Bayonetty, temperaturą przebijających tańce przy rurze w klubie go-go.
Ta gra ma kilka plusów. Jest udanym slasherem, który sprawi frajdę miłośnikom gatunku – kombinacji ciosów bronią białą, ze wsparciem pistoletów i unikalnych ataków specjalnych jest niemało. Ma ładne scenografie. Głównym atutem „Bayonetty” jest jednak tytułowa – co do tego nie ma już wątpliwości – nowa wirtualna ikona seksu. Chylę czoło przed profesjonalizmem projektantów, którzy umiejętnie, choć dość cynicznie, zagrali na samczych słabościach, łapiąc na ten stary, ale wciąż skuteczny trick nawet recenzentów. Ta sprawna rzemieślniczo, atrakcyjna wizualnie, ale schematyczna gra z fatalną fabułą, nie wolna od rozwiązań trącących naftaliną (zniszcz ławkę lub donicę, może wypadną anielskie aureole – waluta w sklepie z bronią) zdobyła maksimum punktów w ocenie wpływowego japońskiego tygodnika „Famitsu” jako jeden z dwunastu tytułów w 23-letniej historii. Nawet powściągliwy w zachwytach magazyn „Edge” dał grze pełną dziesiątkę. Panowie, może trochę bromu?
























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!