Orange is the… to dwojako wywrotowy serial. Oddaje bowiem głos dwóm często wykluczanym i marginalizowanym grupom, czyli kobietom i więźniom. Twórcy nie uciekają w stereotypy – kobiece więzienie zawiera bardzo szeroki i wiarygodny przekrój osobowości, który jest pod wieloma względami społeczną miniaturą. Serialowe więzienie to miejsce, które kieruje się męską logiką przemocy i władzy. Twórcy dbają, by pokazywany przez nich mikroświat był wiarygodny, pilnują jednak jednocześnie tego, by nie stracił kobiecego pierwiastka.

Szósty sezon serialu odnosi się szeroko do wydarzeń z poprzedniej serii. Chodzi o bunt i porwanie zakładników przeprowadzone przez osadzone, którego konsekwencją było zabicie jednego ze strażników. Sezon koncentruje się na śledztwie w tej sprawie oraz procesie jednej z więźniarek oskarżonej o zabójstwo drugiego stopnia. Drugi główny wątek to mafijny konflikt pomiędzy dwoma więziennymi blokami o strefę wpływów.

Ważną rolę w szóstym sezonie serialu odgrywa więzienna struktura, która została w nim dokładnie zarysowana. Na jednej z płaszczyzn jest to podział instytucjonalny: zarządzająca więzieniem korporacja, dyrektor, kierownik i podlegający mu szeregowi strażnicy. Na drugim planie mamy natomiast paramafijną pionową strukturę: na jej czele stoi przywódca, któremu podlega grupka „oficerów”. Na samym dole więziennej drabiny są „wojowniczki”, czyli osadzone od zadań specjalnych (wymuszeń, zastraszeń itp.). Każdy więzienny blok posiada własną strukturę władzy i swoją strefę kontroli. Przedstawiciele obu wspomnianych struktur tworzą sieć skomplikowanych powiązań. Więzienna mafia zajmuje się między innymi handlem narkotykami oraz walczy z innymi więziennymi grupami o dominację. Stawka w tej grze jest niezwykle wysoka – przetrwanie. Społeczność więzienia jest w wielu aspektach miniaturą całego amerykańskiego społeczeństwa.

Twórcy Orange is the… inteligentnie równoważą więzienne wątki z tymi, które obrazują świat zewnętrzny wobec niego. Wiele scen jest retrospekcjami, które prezentują przeszłe życie więźniarek i ukazują ciąg wydarzeń, który doprowadził do ich skazania. Ważną rolę w serialu pełnią także wątki, które prezentują osoby związane wcześniej z zakładem karnym. Jedną z nich jest były dyrektor (Joe Caputo), drugą była skazana (Aleida Diaz). Serial porusza przekrój różnorodnych społecznych problemów: zdrowia seksualnego kobiet, macierzyństwa, przemocy wobec kobiet czy dyskryminacji na rynku pracy byłych skazanych. Jak pokazują chociażby te przykłady, Kohan ma silnie rozwiniętą feministyczną świadomość.

Serial łączy w sobie czarne poczucie humoru, makabrę i powagę. To wybuchowa mieszanka, która w rękach przeciętnych twórców mogłaby się okazać niestrawna. W serialu w wielu miejscach bywa wybuchowa. Nad produkcją unosi się coenowski duch. Orange is the… to serial lekki, nowoczesny i atrakcyjny dla wymagającego zjadacza popkultury. Twórcy z gracją serwują nam filmowe cytaty i nawiązania do klasyków ˗ w jednym z odcinków pojawia się kultowy DeLorean z Powrotu do przyszłości.

Twórcy Orange is the… zadbali o jego językową oryginalność. Każdy z odcinków ma niebanalny, budzący zaciekawienie tytuł, który odnosi się do jednego z „małych” wątków obecnych w odpowiadającym tytułowi odcinku. „Gordony” to historia napadu na sieć fastfood i kradzieży butów jednej z bohaterek. „Stan macicy” to odcinek, w którym jednym z głównych wątków są ginekologiczne badania osadzonych. „Przypowieść o gadającym ośle” to motyw, który pojawił się w historii o bar micwie jednej z bohaterek. Język serialu jest autentyczny – w wielu miejscach ordynarny i wulgarny, ale przy tym zabawny. – Jak powiedziała Kate Moss: od jedzenia przyjemniejsze jest tylko sranie – mówi jedna z bohaterek. To tylko mała próbka tego, co usłyszymy w serialu.

Orange is the… to sprawnie wyprodukowany serial. Twórcy zaserwowali nam wiele ciekawych technicznych rozwiązań; dynamiczny równoległy montaż, pomarańczowe „przejścia” czy surrealistyczne wizualne pomysły. W pamięć zapadają głównie dwa filmowe momenty. Pierwszym jest scena odczytania wyroku na jednej z głównych bohaterek. Pozbawiona jest ona… dźwięku. Treści decyzji przysięgłych musimy się domyślić po reakcji bohaterów. Drugim momentem jest imponująca otwierająca sezon sekwencja krótkich scenek, które obrazują wyobrażenia chorej psychicznie Suzanne Warren. Pełna jest szalonych pomysłów i absurdalnych sytuacji. To trzeba po prostu zobaczyć.

Największą słabością serialu jest to, że nie buduje napięcia. Jest utrzymany w pogodnym tonie, który „gryzie” się z tematem. Czy pomarańczowy to odpowiedni kolor dla więziennych strojów?