Pręgowski: Przeżyłem traumę na planie filmowym
W Pytajniku DZIENNIKA Piotr Pręgowski opowiada o tym, co zrobił z kiełbasą, w której jako Tajlandczyk Krashan w „Zmiennikach” przemycał kokainę, jak smakuje wino Mamrot z „Rancza” i czym rozśmiesza żonę. "Wolę wyjść, zażartować, żeby ludzie mieli dobry nastrój. Kiedyś w szkole wyrzucano mnie za to z klasy, a dzisiaj mi za to płacą. Jestem spełnionym człowiekiem" – mówi aktor.
- Zapendowska: Politycy z reguły fałszują
- Gąsowski: Jestem PO-wcem i zagłosuję na PO
- "Jestem ateistką, ale to nie oznacza, że czczę diabła"
- Rodowicz: Donaldzie Tusku, wierzę w ciebie!
- Łepkowska: Inteligencja trzyma się książek
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Co zrobiłeś z tą kiełbasą, w której przemycałeś kokę w "Zmiennikach”?
To była jakaś wstrętna kiełbasa kupiona nielegalnie na bazarze Różyckiego, bo wtedy trzeba było mieć kartki, żeby coś kupić, łącznie z rekwizytem. I rekwizytor wymienił kartki na
wódkę na kartki na kiełbasę, i na Różycu dostał takie parówy, podobne do dzisiejszej karmy dla psów.
A jak smakuje Mamrot?
Uderza do głowy i niesie nas, cały serial. Wokół Mamrota zbudowała się już widownia 10-milionowa. Zawsze prosiłem, kogo tylko mogłem: „Kochani, bardzo jest miło, że jest 9 mln i
400 tysięcy, ale niech będzie choć 10 milionów i jedna osoba. Zróbmy takie pospolite ruszenie”.
Jeden z internautów pyta: Brudner. To było naprawdę dobre. Czy będzie kontynuacja serialu „Halo, Hans”?
Nie wiem. Bardzo chciałem i bardzo liczyłem na to, że będzie, bo to rola z marzeń. Dlatego mówię, że jestem aktorem spełnionym, bo otarłem się o
sztukę. Tak to bywa z tym zawodem, że można pracować całe życie ciężko i nikt może nie usłyszeć o tobie. A zdarza się, że ktoś niczego nie potrafi, wręcz jest beztalenciem notorycznym
albo odrażającym, a robi wielką karierę. Kariera nie idzie dziś w parze z talentem człowieka i to dotyczy każdej branży, również polityki i stanowisk kierowniczych. Znasz takie powiedzenie,
że przeważnie każdy dyrektor jest idiotą. Zawsze wybierają najgłupszego. Często ludzie, którzy docierają na sam szczyt, sami by tego nie osiągnęli. Jest cała otoczka, która ich wynosi. I
na tych ludziach żeruje potem cała rzesza jakiś ludzi dziwnych, bo ta wydmuszka przynosi pieniądze. I w pewnym momencie ona wariuje albo pęka.
Co w Brudnerze ci się podobało?
Wszystko. Wspaniali koledzy. Jedynie mundur był straszny. To była okazja, żeby z tego symbolu makabry i takiej patologii umysłowej sobie podworować i z majora SS zrobić debila, co w czasach
okupacji było ryzykownym przedsięwzięciem. Mówiono mi, że to jest ryzykowne, że aktor lubiany będzie grał oprawcę.
Czy ze swoim poczuciem humoru, również w życiu prywatnym, odnalazłbyś się w dramacie?
Nie miałbym z tym problemu. Dostawałem takie zadania, ale to mnie przerażało i nie dawało satysfakcji. Grałem kiedyś żołnierza brutalnie gwałcącego kobietę. To było potworne. Pamiętam,
że ta dziewczyna miała potem traumę, choć nie było w filmie scen nagości. Pokazany był za to ogromny dynamizm, agresja, brutalność, siła bezpośrednia. To była polsko-francuska produkcja
„Wschodni wiatr”. Podobne wspomnienie mam z filmu „Nie zaznasz spokoju”. To był mój debiut fabularny. W zasadzie moja przygoda z fabułą się na tym
skończyła. To było na II roku szkoły teatralnej. Grałem z Joanną Pacułą i Krzysiem Janczarem. W filmie były sceny łapania dziewczynek w szkolnej szatni i, jak nie chciały dać złotówki,
to obcinaliśmy im brzytwami warkocze. To było potworne, sceny wstrząsające. Mnie to nie kręci. Pamiętam, że żeby wyszło naturalnie, to pan reżyser, nie podam jego nazwiska, wymyślił, że
ta dziewczynka, której miałem obciąć brzytwą warkocz, nic nie wiedziała wcześniej, co się wydarzy. Rodzice tylko byli zawiadomieni, że my będziemy z chłopakami ją szarpać. Ja miałem
brzytwę i obcinałem jej prawdziwe warkocze. Ta dziewczynka dostała szoku nerwowego, a reżyser to kręcił. Jej mamusia dostała potem 50 zł i tyle. Jaki to ma sens? Ja wolę wyjść,
zażartować, żeby ludzie mieli dobry nastrój.
Podobno żona nie może wytrzymać z twoimi żartami. Czym ją najbardziej rozśmieszyłeś?
To są takie żarty pary, która ze sobą jest już bardzo długo. Niektóre nie nadają się do opowiedzenia. Bywają miedzy nami też sprzeczki, bo żyjemy jak włoska rodzina. Warto mieć burze,
bo potem wschodzi słońce. Jak w przyrodzie jest to bardzo wskazane. Kiedyś podjechaliśmy pod supermarket. Ja źle zaparkowałem czy coś innego źle zrobiłem, nam dużo nie trzeba, żeby się
spierać i moja żona obrażona mówi do mnie: „Gdzie cię znajdę?”. Ja na to też obrażony: „Między nogami”. A ona: „To
nieprędko”.
Przyniosłeś materiały propagandowe. To zapewne odpowiedź na pytanie o twoje plany. To już nie są plany. To jest w realizacji. Przedstawienie
„Smak Mamrota”, którego premierę mieliśmy w Teatrze Capitol w Warszawie. Jeździmy z tym po Polsce i gramy na największych scenach w tym kraju. Graliśmy w Teatrze Muzycznym w
Gdyni, w filharmonii w Gdańsku, w Teatrze Polskim we Wrocławiu, w największych halach, a też w małych teatrach, domach kultury, a nawet na ubitej ziemi dla ludzi w terenie, na festynach. W 97
proc. nasze przedstawienie kończy się owacją na stojąco. Nie gniewajcie się, że nie jestem skromny, ale nie mamy czasu na skromność. To jest spektakl dla koneserów autorstwa Roberta
Bruttera, scenarzysty „Rancza”, w reżyserii Wojtka Adamczyka, reżysera „Rancza”. Muzykę napisał Krzesimir Dębski. Miód.
Jak to jest, Piotrku, że nawet jak mówisz o poważnych rzeczach, to robisz to w taki sposób, że mnie się chce śmiać?
Nie wiem. Kiedyś w szkole wyrzucano mnie za to z klasy, a dzisiaj mi za to płacą. Albo zabierają podstępnie i próbują wykorzystać jako oręż polityczną.
A propos szkoły, to jesteś podobno technikiem mechanikiem obróbki skrawaniem. Wykorzystałeś kiedyś te umiejętności w życiu?
Na szczęście nie, poza praktykami.
Rozmawiała Iwona Aleksandrowska
___________________________________________________
ZOBACZ TAKŻE:
>>> Piotr Pręgowski: Wałęsę powinien zbadać psychiatra
W PYTAJNIKU DO TEJ PORY PRZEPYTALIŚMY: Elżbietę Zapendowską, Zbigniewa Hołdysa, Ilonę Łepkowską oraz Annę Korcz.
NIE PRZEGAP W NAJBLIŻSZYM CZASIE: Piotr Gąsowski i Maryla Rodowicz w Pytajniku DZIENNIKA

























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!