Dziennik.plRozrywka

Sobota, 26 maja 2012

Imieniny: Filipa, Pauliny, Eweliny

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 21°C

Kurski odejdzie z polityki 30 lutego

2009-01-10 | Ostatnia aktualizacja: 19:18 | Komentarze: 0 | skomentuj

Kiedy Jacek Kurski skończy z polityką? "30 lutego przyszłego roku" - żartuje poseł PiS. Polityk wyjawił też wreszcie w jaki sposób powstał słynny film "Nocna zmiana" o obaleniu rządu Jana Olszewskiego. Jacek Kurski odpowiadał na pytania internautów w Pytajniku DZIENNIKA.

Pogoda

POLSKA

Sobota 2012-05-26

temp. min 3°C max. 23°C
opady: brak

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Internauta pyta: "Kiedy zrobi nam pan ten honor i zniknie z życia politycznego na zawsze. Podpowiadam: ogród, pszczoły, myślistwo, haft krzyżykowy."
30 lutego przyszłego roku.

Znika pan?!
Absurdalne pytanie- absurdalna odpowiedź. Przecież nie ma w kalendarzu daty 30 lutego.

A zbiórka na Zbigniewa Ziobro? Odszkodowanie plus przeprosiny miały być bardzo kosztowne.
To pokazuje, że nasza demokracja jest w poważnym kłopocie, dlatego że de facto konfiskuje się majątek tych polityków, którzy mówią to, co myślą i kierują się interesem publicznym. I co z tego, że minister Ziobro powiedział, że "nikt przez tego pana pozbawiony życia już nie będzie"? To nie znaczy, że zarzucił mu morderstwo. Może być również nieumyślne pozbawienie życia, może być zaniedbanie obowiązków, które zostało udowodnione chociażby opiniami dr Zbigniewa Religi. Wypowiedź Ziobry dotyczyła człowieka, na którym ciąży 40 zarzutów w tym wykorzystywania seksualnego.

Pytanie: "Czy uważa pan, że nie można pana Ziobry zostawić bez pomocy i czy PiS pomoże w opłaceniu tych kar?"
Pomoże, ale sprawa jest narazie na etapie kasacji do Sądu Najwyższego. Zbigniew Ziobro też chce o tym mówić, ale nie zawsze ma okazję- jego przypadek jest fortpocztą przypadków kilkunastu osób publicznych, które są w ten sposób krzywdzone przez sądy. Jarosław Kaczyński, Jarosław Gowin, Zbigniew Wassreman, Jacek Kurski czy dziennikarze: Robert Krasowski, Tomasz Sakiewicz, Teresa Kuczyńska- są skazywani na wielodziesięciotysięczne kary za wypowiedzi, oceny i koszt wykonania tych kar idzie w dziesiątki tysięcy.

Cały czas mam z Agorą proces za niewinne zdanie na temat istnienia w Polsce pewnego układu medialnego, który popiera tych, którzy walczą z PiS. Ciąży na mnie wykonanie kary, która oznacza opublikowanie w "Gazecie Wyborczej" ogłoszenia. Nie stać mnie na to, bo to dziesiątki tysięcy złotych. A za mój komentarz, że uważam że wyrok ten uważam za knebel sądowy i ograniczanie wolności słowa, znowu zostałem w trybie tajnym przez tego samego mecenasa Rogowskiego z "Gazety Wyborczej" pozwany i zaocznie skazany przez ten sam sąd na kolejne 50 tysięcy. Szaleństwo.

Renata L.: "Jaki, pana zdaniem byłby dobry pomysł na zakończenie konfliktu w strefie Gazy, jak dać nadzieję Palestyńczykom na życie bez nienawiści?
Tu nie ma dobrego wyjścia i nigdy nie będzie. Zbyt silne lobby jest zainteresowane utrzymaniem tego konfliktu. Środki przyjęte przez Izrael przekraczją wszelkie przyjęte granice i bombardowanie szkół, szpitali cywilnych jest nie do zaakceptowania.

"Włodziu" pyta czy pana ideologiczne zapatrywania nie są na pokaz, czy pana poglądy pokrywaja się z sumieniem. Na ile jest się człowiekiem, a na ile funkcjonariuszem pewnego mechanizmu partyjnego?
Należąc do formacji należy iść na kompromisy, unikać odpowiedzi.To wymaga silnego charakteru.

Albo właśnie słabego?
Jeśli ktoś jest słaby, to nie ma żadnego problemu. Gdy ma sie swoje zdanie, to oczywiście jest trudniej, ale silny charakter w tym pomaga. Trzeba znaleźć rozsądny kompromis i wyważenie między uznaniem, że współczesna polityka ma sens tylko w warunkach zwartych bloków politycznych i pewnej dyscypliny i pod warunkiem "trzech de" w każdej partii, czyli: dyskusja, decyzja, dyscyplina- a elementarnym zachowaniem sumienia i własnych wartości. Uważam, że trzeba przyjąć rozsądne kryterium, że jeżeli wyraźna większość moich ideałów, moich poglądów jest realizowana przez daną partię polityczną i da się je w tej partii realizować, to jest sens w niej być i działać.

Jeżeli ten współczynnik przesadnie się obniża, to oczywiście nie ma sensu. Są sytuacje, kiedy czasem trzeba zagłosować wbrew własnemu zdaniu. Ja np. uważałem, że prezydent może podpisać pomostówki i nic się złego by nie stało bo ludzie przekonaliby się, czy teraz żyje im się lepiej, czy nawet, by pozwolić Platformie realizować ustawy zdrowotne. Niech pokażą, co potrafią i nie zwalają później na prezydenta czy na PiS, że przez nas nie mogą rządzić, bo nigdy za nic nie będą odpowiadać. Niemniej jeśli decyzja partii jest inna, to się podporządkowuję. Jest to więc kwestia wyczucia. Wielokrotnie zdarzało mi się mieć inne zdanie niż prezes i włos mi z głowy z tego powodu nie spadł.

Są też ciepłe wypowiedzi o panu: "Panie Jacku, niech się pan broń Boże nie zmienia, jest pan wojownikiem, poza tym inteligentnym, nie dającym się podpuścić dyżurnym dziennikarzom celowo namawiającym do zmiany, a wtedy stanie się pan przysłowiową dupą."Jest też takie pytanie, jakoby pan ostatnio zdelikatniał.
Delikatnieć to próbuję od dosyć dawna- przynajmiej od dwóch lat i są tego efekty. Jest to jednak proces osłabiany nieustannym kontekstowaniem mnie w kierunku agresywnym, czego staram się unikać.

Dlaczego film "Nocna zmiana" nie został wykorzystany podczas kampanii politycznej?Został i dla niemałej grupy młodzieży był absolutnym otwarciem oczu. Nie wierzą własnym oczom widząc Jana Rokitę czy Donalda Tuska w tym filmie.

To film o 4. czerwca 92 roku. Jakie były okoliczności powstania filmu i skąd te nagrania? Pokazuje przecież zamknięte spotkania Lecha Wałęsy z liderami politycznymi. Skąd tam się wzięła kamera?
Prawie dwa lata po obaleniu rządu Jana Olszewskiego w marcu 94 roku trafiły do mnie nagrania VHS tajnej narady u prezydenta Wałęsy. Słyszalność nagrania była fatalna, ścinki znajdujące się na VHS pochodziły z montażowni programu "Prosto z Belwederu". Zdjęcia były kręcone przez Zbigniewa Szymaniaka, który na codzień obsługiwał prezydenta. Te parominutowe pourywane nagrania walały się na stole montażowym. Pokazał mi to jeden z moich znajomych. Widać było, że nagrany jest ciekawy moment, ale nie robiło to jakiegoś wrażenia. Z czasem zacząłem sobie wyobrażać i przyśnił mi się taki film.

Przyśniło mi się, że gdyby dokonać uczciwej rekonstrukcji wydarzeń poprzedzjących 4. czerwca, gdyby oczyścić to nagranie, to mogłaby być bomba. Miałem to szczęście, że jako dziennikarze programu "Reflex" mieliśmy 4 czerwca 1992 roku w Sejmie kamerę, sporo nagraliśmy. Udało mi się dotrzeć do zapisu telewizyjnego debaty sejmowej i miałem dostęp do nagrań jeszcze jednej kamery, która wtedy pracowała w Sejmie. Miałem więc możliwość rekonstrukcji.

Od pewnego momentu o tyle dobrze się ten film ogląda, że nabiera fabuły. Mam na myśli to, że wygląda jak kręcony techniką fabularną. Scena z 5. czerwca: kamera stoi przed Sejmem i czeka na prezydenta Wałęsę. Wałęsa przyjeżdża, wysiada z Wachowskim i borowcami. Potem kamera w środku uchwyciła moment, gdy Wałęsa z Wachowskim biegną po schodach z ochroniarzami na kolejną naradę, podczas której instruuje Pawlaka, co ma robić. Odprowadzamy go do drzwi z napisem "Prezydent" i trzecia kamera - to te ścinki - filmuje ich rozmowę. Zrobił się z tego thriller.

Kiedy to pan skończył?
Skończyłem go w sierpniu 94 roku i w telewizji film czekał prawie rok za czasów Wiesława Walendziaka na emisję.

Czy pan był przeszkolony medialnie - pytań wiele na ten temat. I czy powiedział pan, jak donosiły media, że szkolenie pana to jak szkolenie Mozarta z muzyki?
Śmieszna sprawa z tą wypowiedzią. Miesiąc temu jeden z dziennikarzy zapytał mnie na korytarzu sejmowym, tak ogólnie, czy będę się szkolił medialnie. wtedy to zdanie rzuciłem żartem. A po dziesięciu dniach przeczytałem, tę wypowiedż w kontekście szkolenia PiS.

A poważnie - współczesna polityka to również PR i socjotechnika, ale to wszystko nie zastąpi towaru. Trzeba mieć coś do powiedzenia, do zaoferowania dla kraju. To Platformie od roku udaje się pijarem zastępować rządzenie, ale przyjdzie test prawdy. Pijar jest potrzebny, ale w rozsądnej ilości.

Był pan na szkoleniach?
Tak, byłem na takim szkoleniu w październiku i w listopadzie. Ćwiczyliśmy podstawowe reakcje, np. żeby na pytanie "Czy to prawda, że zeszłej nocy zgwałcił pan dziewczynkę w Lasku Bielańskim?" nie odpowiadać 'Nieprawda, że poprzedniej nocy zgwałciłem dziewczynkę" ale żeby mówić iż nie komentuje bzdur.Ciekawe były też lektury, które polecili nam prowadzący.

Jarosław Kaczyński był szkolony?
Nie wiem. Z tego, co się mówiło, to miał mieć jakąś ekskluzywną lekcję czy konsultacje, ale nie wiem, czy do tego doszło. Z pewnością dobrze by było, dlatego że dzisiejsze czasy wymagają również rozumienia logiki mediów.

Rozmawiał Michał Karnowski
Źródło: dziennik.pl

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Najczęściej komentowane

«