Piotr Kraśko: Rodzice nie załatwili mi pracy
Co sądzi o swym dziadku komuniście? Czy koligacje rodzinne pomogły mu w karierze i czy był wykładowcą firmy Sparrow powiązanej z Tomaszem Kammelem? O tym i o wielu innych rzeczach w Pytajniku DZIENNIKA opowiada Piotr Kraśko, prowadzący główne wydanie „Wiadomości” w TVP i laureat tegorocznego Wiktora.
- W jego ustach wiadomości brzmią najlepiej
- Kraśko ochrzcił dzieci
- Jacyków: Geje adoptujący dzieci to skur***
- Tak Kraśko wyglądał wieki temu
- Piotr Kraśko wspiera żebraków
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Najwięcej emocji naszych czytelników wzbudził pański dziadek Wincenty. Wyjaśnijmy na początku, czy to prawda, że był on I sekretarzem KW PZPR w Poznaniu, a później kierownikiem
wydziału kultury KC PZPR?
Nie znam tak dobrze biografii dziadka, ale na pewno był w Poznaniu. Przypuszczam zatem, że to prawda.
Internauci pytają, czy wstydzi się pan za dziadka.
Za niektóre rzeczy tak i żałuję, że był wplątany w taką historię przez duże H. Byłoby lepiej, gdyby nie było PZPR i komunizmu, a w Polsce panowała wtedy demokracja. Może są tacy,
których dziadek skrzywdził, ale też znam wiele osób, np. sportowców, którzy mówili mi, że dziadek pomagał im np. w załatwieniu paszportu i dzięki temu pojechali na jakieś zawody za
granicę. Oni mówili o nim dobrze, wydawał im się człowiekiem prawym i uczciwym w tym systemie. Trudno się źle mówi o rodzinie. Dziadek zmarł, jak miałem 6 czy 7 lat, nigdy nie odbyłem z
nim żadnej poważnej rozmowy. Nie jestem więc w stanie powiedzieć, czy był ciepłym człowiekiem, bo nie pamiętam tego. Był na pewną częścią złego systemu. Czy żałuję, że taki system
był? Oczywiście, że żałuję.
Pańscy oboje rodzice byli dziennikarzami. Wiele osób sądzi, że to ułatwiło panu karierę. Kiedy zaczynałem pracę, moi rodzice nie mieli żadnego
wpływu na program w telewizji publicznej. Może było mi łatwiej, choćby dlatego że dzięki mojej mamie wcześnie zacząłem uczyć się języków, które są bardzo przydatne w tej pracy, ale
wbrew pozorom taka sytuacja rodzinna to także obciążenie. Myśli się wtedy: „Czy ludzie, z którymi pracuję, oceniają mnie, czy też myślą o moich rodzicach, z którymi
pracowali?”. To bardzo trudna sytuacja. Na dłuższą metę jednak sami rodzice nie wystarczą. Nie da się zatrudnić kogoś, kto źle wykonuje swoją pracę w telewizji czy radio i
utrzymywać go tam dłużej niż miesiąc. Telewidz czy słuchacz to ocenia. Ja w telewizji pracuję ponad 20 lat. Jak długo miałaby trwać taryfa ulgowa ze względu na rodziców, gdyby oni mieli
jakiś wpływ na to, co ja robiłem?
Dlaczego nie poszedł pan na studia dziennikarskie?
Marzyłem o reżyserii teatralnej i dlatego poszedłem na teatrologię. To był fantastyczny wydział, wielu moich profesorów zostało potem posłami,
senatorami. Jestem szczęśliwy, że tam studiowałem. Na I roku zacząłem pracować w telewizji, do czego wciągnęli mnie koledzy. Akurat wtedy zmieniał się szef Warszawskiego Ośrodka
Telewizyjnego, który pamiętał chłopaków, którzy wydawali młodzieżowe pisemko podziemne i on mi złożył propozycję. Tak to się zaczęło.
Jakie to było pisemko?
Śmiesznie to brzmi, bo trochę endecko „Uczeń polski”. Żeby było ciekawiej, o czym myśmy wtedy nie wiedzieli, będąc w III klasie liceum
Hoffmanowej w Warszawie, to było chyba najdłużej wydawane pismo podziemne. Publikowano je od końca lat 70. Jeśli dobrze pamiętam, w początki jego działalności zaangażowany był obecny minister sprawiedliwości Andrzej Czuma. Na okładce ostatniego numeru, który się ukazał w 1989 r., daliśmy karykaturę gen. Jaruzelskiego z podpisem „Odmarsz, panie
generale!”. Wydawało mi się wtedy, że to strasznie ostra karykatura.
Kolejny głos czytelnika: „Dlaczego TVP wysłała jako korespondenta teatrologa, a nie kogoś z dziennikarskim wykształceniem?”.
Dziennikarskie wykształcenie nie jest gwarancją, że ktoś zna się na stosunkach międzynarodowych. Jest bardzo wielu świetnych polskich dziennikarzy z pierwszej piątki, którzy studiowali na
SGGW i czy to ma znaczenie? Każdy dziennikarz dziennie czyta co najmniej 10 stron tekstu, żeby się czegoś nowego nauczyć. Jeżeli ktoś chce być aktywnym dziennikarzem, to to jest zawód,
którego człowiek uczy się dosłownie każdego dnia.
Telewidz z Kanady pyta: „Panie Piotrze, wymyślił pan prezentację wiadomości przez wchodzących lektorów. To miało być amerykańskie. Ja tęsknię za powrotem do normalnego
siedzącego stylu. To bieganie mnie razi i proszę, zmieńcie to”. Czy jest na to szansa?
Myśmy to analizowali i w tej chwili, jeżeli pani spojrzy, „Wiadomości” zaczynają się bez etapu wchodzenia do studia. Prowadzący stoi
przed kamerą. Większość tego typu programów w europejskich stacjach telewizyjnych prowadzi się na stojąco albo przynajmniej tak zaczyna. Dlatego, że to już nie jest tak jak kiedyś, że widz
czekał na wydanie cały dzień, żeby dowiedzieć się, co się stało na świecie. On już wcześniej słuchał radia, a przede wszystkim wie z internetu, co się wydarzyło. Internet może
sprawdzić w komórce. To nie jest więc tak, że możemy usiąść i objawić prawdę telewidzom. Myślę, że zadaniem prowadzącego coraz częściej będzie odpowiadanie na pytania, dlaczego tak
się stało, co z tego wynika i jakie będą konsekwencje danego wydarzenia. Oprowadzenie widza po tym świecie, który się zmienił w ciągu ostatnich 24 godzin.
Teraz czuje się pan bardziej reporterem czy prezenterem?
Zaskoczę panią: reporterem. Bycie reporterem to podstawa tego zawodu. Bardzo się cieszę, że mam to doświadczenie. Kiedy mówię o zamachach w Bagdadzie, to
ja tam byłem, jechałem tamtą ulicą, gdzie wybuchła ta bomba. Widziałem z bliska amerykańskie huragany, amerykańskie wybory. Wiem, jak ten świat wygląda. Byłem korespondentem w Brukseli, w
Rzymie i to doświadczenie jest dla mnie bezcenne. Myślę, że jeśli wydarzy się coś wielkiego w Polsce, to jeszcze będę miał jeszcze okazję do bycia reporterem.
Co by pan robił, gdyby nie był dziennikarzem?
Bardzo się ucieszyłem i moja babcia również, gdy zdałem egzamin na, jak to się nazywa oficjalnie, instruktora rekreacji ze specjalnością jeździectwo. Mógłbym więc w pełni legalnie
prowadzić kolonie i być instruktorem na obozach jeździeckich, dawać po prostu lekcje jazdy konnej. Babcia się ucieszyła, że mam poważne zajęcie na trudny czas. Starsze pokolenie odwołuje
się cały czas do wojny. W jego myśleniu gdyby była okupacja, to Telewizja Polska by nie nadawała, ale może ludzie by się cały czas uczyli jeździć konno.
Jakie są pańskie związki z firmą Sparrow? Po wybuchu afery z Tomaszem Kammelem i Katarzyną Niezgodą pojawiły się pogłoski, że był pan wykładowcą z ramienia tej agencji.
Nigdy nie prowadziłem żadnego wykładu organizowanego przez Sparrow. Oczywiście, że znam Tomka i Ewę Wróbel, która jest szefową tej firmy i był taki
moment, kiedy wiele osób z telewizji myślało, że taka agencja będzie potrzebna, by nas reprezentować. Miała się ona nami opiekować, ale nie prowadziłem żadnego szkolenia dla żadnego z
tych banków, o których mowa w tej sprawie.
Czy był pan przyjęty na audiencji przez Benedykta XVI?
Na audiencji nie, ale kiedyś przeprowadzałem wywiad jeszcze z kardynałem Ratzingerem. I zrobił na mnie wspaniałe wrażenie. To jest bardzo ciepły, życzliwy
człowiek. Bardzo cierpliwie i uważnie słuchał moich pytań. Był niezwykle ciekawy, wypytywał o mnie, o to, co robiłem jako dziennikarz, o telewizję. To jest taki temperament, który lepiej
się sprawdza w takim kameralnym spotkaniu niż w kontaktach z tysiącami czy milionami ludzi.
A jak pan wspomina swe kontakty z Janem Pawłem II?
Były takie momenty, kiedy mogłem podejść, uklęknąć przed papieżem, pocałować pierścień, ale to nie była sytuacja rozmowy. Nie spotkałem w życiu człowieka o tak przenikliwym
spojrzeniu. To było doświadczenie wszystkich ludzi, którzy przychodzili na środowe audiencje generalne. Każdy, z kim potem rozmawiałem, miał wrażenie, że przez te 10 - 20 sekund był dla
Jana Pawła II jedyną na świecie osobą. To było zupełnie niezwykłe.















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!