Graś: Nie należę do piłkarskiej frakcji PO
- Kto rządzi w Polsce, Tusk i Kaczyński czy Bochenek i Graś? Z czego wynika poprawa stosunków między premierem i prezydentem? I jaki był największy błąd Donalda Tuska? - Na te i inne pytania Czytelników i Internautów odpowiada w Pytajniku DZIENNIKA, rzecznik rządu Paweł Graś w rozmowie z Michałem Karnowskim.
- Premier zapłaci 300 zł kary za grę w piłkę
- "Tusk milczy, bo nie jest komentatorem"
- "Wstyd, że rzecznik polskiego rządu to cieć"
- Graś: Szkoda, że prezydent zgłosił weto
- Poseł PO: Kaczyński jak Kononowicz
- Platforma łagodnieje w sprawie akcji posłów
- A premier milczy
- Tusk dymisjonuje za autostrady
- Eutanazja-koniec tematu
- Zobacz listę polityków-biznesmenów z PO
- Śpiewak: Platforma Wszechpolska
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
MICHAŁ KARNOWSKI: Zacznijmy od sprawy gorącej - na konferencji w Brukseli prezydent z premierem doszli do wniosku, że to nie oni rządzą państwem, ale Małgorzata Bochenek i Paweł Graś.
Państwo znacie się ponoć bardzo długo. To prawda?
PAWEŁ GRAŚ: Mam nadzieję, że to nie zaszkodzi pani minister w jej karierze, ale rzeczywiście podczas tego wyjazdu pani minister zdemaskowała naszą
znajomość. Znamy się dosyć długo, bo jeszcze z czasów studenckich. Mieliśmy okazję razem pracować w kancelarii u premiera Buzka. Ale do tego czasu miałem niewiele kontaktów z panią
minister Bochenek, a w związku z tym teorie spiskowe nie działają. Ale potwierdzam, że rozmowa przebiegała w bardzo miłej atmosferze.
Skąd to ocieplenie? Jak poczytać opinie internautów, to emocje wciąć są duże. Jedni mówią, że Tusk to samo zło, inni, że Kaczyński to nieszczęście. A tu mamy na konferencji
brukselskiej prawie romans.
Nie jest tajemnicą, że obaj panowie znają się od dawna. Wiadomo też, że w sytuacjach, gdy spotykają się w cztery oczy, prawie zawsze pozostają w dobrych relacjach. I te spotkania są bardzo
normalne. Czasem są sytuacje, które zaostrzają ich relacje, np. w kwestii pakietu klimatycznego, gdy rząd premiera Tuska musiał się sporo namęczyć, żeby odkręcić to, co przez - powiedzmy -
nieuwagę ekipa poprzednia zbagatelizowała. Natomiast ten szczyt rzeczywiście zakończył się sukcesem.
To miłe, ale to nie jest odpowiedź na pytanie, dlaczego raz jest wojna, a za chwilę miłość.
Mogę powiedzieć o mojej prywatnej ocenie jako rzecznika rządu, a nie jako członka Platformy. Postrzegam to jako przemyślaną strategię PiS. Jarosław Kaczyński i PiS musieli dojść do
wniosku, że rola, którą tak naprawdę przypisali prezydentowi - rola rzecznika PiS, a nie ponadpartyjnego prezydenta - nie sprawdza się. I ze względu na zbliżające się wybory, zwłaszcza
prezydenckie, podjęli decyzję żeby prezes Kaczyński z prezydentem Kaczyńskim coraz bardziej się różnili. Efekty są takie, że każdy tydzień przynosi jakąś różnicę między nimi. Także
ja odbieram te działania jako świadomą taktykę i świadomy zabieg PR-owski PiS. A jeśli udaje się prezentować wspólne stanowisko Polski poza granicami kraju, to tylko wszyscy na tym
korzystamy.
Nie jest tak, że po aferze samolotowej, kiedy kancelaria premiera odmówiła maszyny Kaczyńskiemu, premier też doszedł do wniosku, że jemu ten permanentny konflikt też szkodzi?
Pan premier zapytany kiedyś, co uważa za swój największy błąd, przyznał, że była to sprawa dotycząca samolotu i zapowiedział, że więcej taka sytuacja nie będzie miała miejsca. Ja tej
zapowiedzi się trzymam.
Pytanie od internauty: "Liczę, że przyczyni się pan do zwiększenia przepływu informacji na temat prac rządu kroków podejmowanych w sprawie kryzysu. Mam dość codziennych
konferencji PiS walących w premiera i w rząd jak w bęben, a z drugiej strony jest zbyt mało informacji podanych w dostępny sposób. Obiecał pan częste konferencje przedstawicieli
poszczególnych resortów".
Te konferencje są coraz częstsze. Problem w tym, że tego typu konferencje i informacje są same w sobie mało sensacyjne i nie cieszą się aż tak wielkim zainteresowaniem jak każda smaczna
sensacja. Ale od pierwszego tygodnia staramy się, by nie tylko "urobek" Rady Ministrów był prezentowany przez właściwych ministrów, ale by co tydzień był jakiś pakiet
rzetelnych informacji o tym, co się dzieje. Na przykład przed dwoma tygodniami mieliśmy bardzo interesującą konferencję Ministerstwa Rozwoju Regionalnego poświęcona informacji, jak naprawdę
są wykorzystywane środki europejskie. Ale szczerze mówiąc, zainteresowało to niewielu dziennikarzy.
A rozumie pan, dlaczego minister zdrowia Ewa Kopacz w ogóle nie chce rozmawiać o sprawie walki z bólem, o walce naszej gazety i naszych czytelniczek o znieczulenie okołoporodowe?
Trudno mi odpowiadać za panią minister Kopacz. Ona naprawdę dużo robi i to widać. Poza tym jest bardzo zaangażowana emocjonalnie. Widać, że pełni swój urząd z pasją. Poza tym pani
minister w tym tygodniu była dostępna dla mediów na konferencji w kancelarii premiera. Głównym problemem wtedy była kwestia refundacji szczepionek na raka szyjki macicy.
Której nie będzie.
Której nie będzie, bo budżetu na to nie stać. Nie sądzę, by pani minister unikała kontaktów z mediami.
Jest trochę "panią nie" - zawsze mówi, że się nic nie da.
Bo to jest trudne wyzwanie. Proszę się przez chwilę postawić w jej sytuacji, gdzie od jednego podpisu zależy niejednokrotnie życie ludzkie. Zawsze przy takich decyzjach jest ktoś zadowolony, a
ktoś poszkodowany.
Internauta podpisujący się "Andrzej" pyta: Premier Donald Tusk gra w piłkę w trakcie głosowań sejmowych. Czy może pan obiecać, że
to się nie powtórzy?".
Tak, bo nie ma głosowań nieważnych. Wszystkie głosowania są ważne i pan premier pilnował swojej obecności na nich z żelazną konsekwencją. Jest prawdą, że jeżeli nie ma innych
obowiązków, to raz lub dwa razy w tygodniu późnym wieczorem premier lubi grać w piłkę. W tej sytuacji rzeczywiście trochę się pogubiliśmy, ponieważ przyzwyczailiśmy się do rutyny tych
piątkowych porannych głosowań. Sam przyznałem się, że również nie wiedziałem o tym czwartkowym głosowaniu. Ale pan premier przeprosił za to, co się stało i obiecał, że więcej to się
nie powtórzy. Oczywiście tej obietnicy dotrzyma.
"Chciałbym wiedzieć, jakim wynikiem zakończył się ten mecz" - pyta kolejny internauta.
Tamten konkretny premier chyba przegrał. Zauważyłem prawidłowość, że gdy jest mecz, w którym jego drużyna przegrywa, to informacje o wynikach rozchodzą się szybko, a jeśli wynik jest
inny, wtedy nikt nie dyskutuje o tej sprawie.
Ten był dyskutowany?
Tak. Ja nie gram, nie jestem z piłkarskiej frakcji Platformy Obywatelskiej. Ale część posłów i ministrów pilnuje tego, aby dbać o kondycję niezależnie od pogody.
Internauci pytają, dlaczego premier Tusk promuje eutanazję. Cytat: "Przecież wezwanie do debaty na ten temat oznacza formę przyzwolenia. Gdyby
był przeciwny eutanazji, natychmiast by to przeciął. PO jest partią chadecką. Jak można godzić sprzeczności?".
Pan premier jest przeciwnikiem eutanazji i wielokrotnie to mówił. Jestem pewien, że żadna propozycja dotycząca eutanazji ani ze strony rządu, ani klubu PO nie wyjdzie. To sprawa, którą można
zamknąć. Pan premier mówił wtedy o potrzebie dyskusji na kanwie bardzo konkretnego przypadku - dramatu kobiety, która przez wiele lat utrzymuje i opiekuje się swoim synem będącym w stanie
śpiączki. Premier zachęcał do dyskusji, co robić z takimi przypadkami. Jak pomagać ludziom, którzy są takiej sytuacji. Na pewno natomiast nie była to zachęta do dyskusji o eutanazji.
A Janusz Palikot złoży swój projekt?
Nie wiem, czy pan Palikot szykuje projekt.
Powiedział, że złoży projekt zezwalający na eutanazję.
Żadnych informacji na temat prac nad takim projektem nie mam.
Huebner i Cimoszewicz - dwie nowe osoby w otoczeniu PO. I pytanie - czy nie jest to zjadanie lewicowej "przystawki", mruganie do innego elektoratu?
Akurat oba te przypadki tej teorii nie potwierdzają. Jeśli chodzi o panią Huebner, to chcemy budować taką reprezentację do europarlamentu, która rzeczywiście będzie znacząca. Czyli
złożoną z ludzi nie tylko związanych z PO, nie tylko wiernych żołnierzy Platformy, ale takich ludzi, którzy tam się bardzo mocno przetarli, mają tam mocną pozycję i dzięki którym Polska
będzie mogła walczyć o ważne stanowiska, po to aby mieć mocniejszą pozycję niż dotychczas. Propozycja skierowana do pani Huebner to świadomy wybór. Przeprowadziliśmy analizę, jak jest ona
postrzegana, oceniana w Brukseli i przez partnerów w UE. Podobny przypadek to jest pan Cimoszewicz. Dokonaliśmy analizy na temat profilu, jaki powinien spełniać przyszły kandydat na sekretarza
generalnego Rady Europy. To nie była decyzja - o jaką nas się podejrzewa - zagrywki politycznej, ale naprawdę wynikała ona z analizy sytuacji.
To dlaczego lewica się wściekła?
Wściekła się dlatego, że zabraliśmy ostatnią nadzieję na wspólną listę.
Marian Krzaklewski może być na listach PO. Czy decyzja zapadła? Podobno premier był przeciw.
Decyzja jeszcze nie zapadła. To propozycja ciekawa i trudna do zaakceptowania dla wielu członków Platformy, którzy pamiętają AWS. Ale jest to okazja, by przyjrzeć się dzisiejszemu Marianowi
Krzaklewskiemu.
Z wywiadu, który ukazał się w DZIENNIKU, widać, że jest euroentuzjastą i bardziej, niż by się wydawało, pasuje do Platformy?
Tak. Jest człowiekiem, który w Unii bardzo się przetarł i ma spore doświadczenie. Nie ukrywam, że byłby dopełnieniem związkowego, pracowniczego nurtu, jaki także w Unii jest bardzo ważny.
Zwłaszcza w dobie spowolnienia gospodarczego. To ważny segment, którym parlament europejski i inne instytucje będą się zajmować. Jestem w tej sprawie ostrożnym optymistą. Myślę, że ten
tydzień przyniesie rozstrzygnięcie.
Co jest największą reformą rządu Donalda Tuska? Bo cztery wielkie reformy premiera Buzka to był jak na razie największy taki modernizacyjny
skok.
Tak, ale tamten rząd drogo zapłacił za to, że tak wysoko podniósł sztandary reform. Rząd Platformy i PSL jest bardziej ostrożny.
Internauci pytają o waszą obietnicę wyborczą - autostrady. Bo moim zdaniem to właśnie miała być wasza wielka reforma. I nie wygląda to na jakąś zmianę jakościową w porównaniu
choćby do poprzedniej ekipy.
Zostały podpisane umowy na budowę 400 km autostrad. W tym roku przeznaczymy 30 mld zł na budowę dróg i autostrad. Jeśli popatrzymy na ostatnie kilka lat, to rekord. Ale patrząc zwłaszcza na
to, co się dzieje w Czechach czy na Słowacji, trzeba przyznać, że powinno być jeszcze lepiej.
Jest gdzieś wpisany w naszą konstrukcję budowniczych jakiś gen niemocy.
Ale wkrótce nastąpi przyspieszenie. Przez kilka ostatnich tygodni miałem okazję śledzić rozmowy premiera z ministrem infrastruktury Cezarym Grabarczykiem i innymi urzędnikami, i wydaje się,
że jesteśmy blisko uruchomienia takiego procesu przyspieszenia. Wiele już zostało zrobione. Minister Grabarczyk jako prawnik jednak zlikwidował sporo barier proceduralnych dzięki specustawie.
Wiadomo, że teraz sytuacja, jeśli chodzi o finanse, nie jest najlepsza. Autostrada A-2 na pewno do 2012 roku zostanie zbudowana i ostatecznie zostaną określone priorytety, żeby ze wschodu na
zachód i z północy na południe dobrze Polskę skomunikować. Gdy obserwuję, jak funkcjonują Generalna Dyrekcja Dróg i Autostrad, resort infrastruktury, to dochodzę do wniosku, że ich
szefowie przyzwyczaili się iż prościej i przyjemniej koncentrować się na obwodnicach, kawałkach dróg. I w ten sposób jednocześnie dobrze żyć z lokalnymi posłami i notablami.
A Via Baltica i jej ważna część - zatrzymana budowa obwodnicy Augustowa?
Jestem dobrej myśli. We wtorek albo w środę odbędzie się ważna konferencja w tej sprawie z udziałem wicepremiera Schetyny, minister Bieńkowskiej i ministra Grabarczyka.
"Czy pan premier ma świadomość, że ustawa medialna może zniszczyć media publiczne?" - pyta nasz czytelnik.
Trzeba zadać sobie pytanie, czy przez kilka ostatnich lat byliśmy zadowoleni z misji TVP i czy sytuacja, którą mamy teraz, jest dobra. Wszyscy, którzy oczekiwali od PO i PSL, że po wyborach
dokonamy skoku na media publiczne, zmieniając szybko ustawę, zawiedli się.
Próbowaliście...
Dziś, żeby odrzucić ewentualne weto pana prezydenta, musimy szukać kompromisu z lewicą. Powstaje ustawa, której zręby zostały złożone w sejmie, a która będzie teraz dopracowywana. Czy
jest ona dobra? Myślę, że jednak chroni TVP, ale pewnie nie jest lekarstwem na wszystko. Ale chyba - jak wszystkie inne media są zmuszane do redukcji kosztów i oglądania każdej złotówki -
zmusi również do takiego gospodarowania w mediach publicznych. Mam jednak nadzieję, że ta misja zostanie zagwarantowana.
Pytanie - "Kto byłby dla pana najlepszym prezesem TVP?".
Trzymam się z daleka od typów.
Internauta pyta: "Najbardziej był pan znany z obecności w komisji ds. służb specjalnych. Kiedy sejmowa komisja przesłuchiwała Janusza Kaczmarka, sugerował pan, że PiS buduje
Stasi czy Securitate. Czy nie uważa pan, że te określenia to była gruba przesada?"
Dobrze, że to pytanie padło, ponieważ jest to kolejna okazja, żeby przypomnieć fakty. Rzeczywiście było tak, że po wielogodzinnym posiedzeniu komisji wygłosiłem emocjonalne zdanie, które
brzmiało dokładnie tak: słuchając relacji Kaczmarka, czułem się, jakbym słuchał relacji z państwa rządzonego przez Stasi bądź Securitate. Tak to rzeczywiście brzmiało. Ten cały ogrom
różnego rodzaju czarnych, mrocznych okoliczności, scenariuszy, które przez ministra Kaczmarka zostały zarysowane. On budował taki obraz państwa kontrolowanego przez służby w ścisłej
współpracy z niewielką grupą wpływowych polityków. Ale na szczęście jest komisja śledcza ds. nacisków i druga do wyjaśnienia okoliczności śmierci Barbary Blidy to są właściwe miejsca,
gdzie jest wszystko analizowane.
Dziś wiemy jednak, że Kaczmarek przesadzał. A pan razem z nim.
Niektóre z informacji przez niego podawanych są teraz badane nie tylko przez komisje, ale też przez prokuraturę w różnych częściach kraju. Od wyniku tych śledztw zależy stwierdzenie tego,
czy Kaczmarek przesadzał.
Czy wówczas nie dał się pan podejść Kaczmarkowi?
Nie, nie sądzę. Moim obowiązkiem było to żeby jego wysłuchać. Sprawa dotyczyła najwyższych urzędów państwowych, służ specjalnych i ich związku z polityką. Proszę pamiętać, że
byłem zdecydowanie przeciwny całemu cyrkowi, który później zrobiono - odczytywaniu zeznań Kaczmarka w Sejmie. Jeśli wyjaśniać, to w ciszy i spokoju przez prokuraturę.
Potem pan został człowiekiem w rządzie ds. służb specjalnych i po bardzo krótkim czasie odszedł z tego stanowiska. To jedna z większych tajemnic. Dlaczego?
Mówiłem o tym wielokrotnie. Nie ma w tym żadnej tajemnicy i żadnego trzeciego czwartego ani piątego dna. To były względy czysto osobiste. Musiałem mieć dla siebie kilka tygodni czy
miesięcy, żeby odskoczyć od wiru bieżących wydarzeń. Przyszedłem do kancelarii i przygotowałem panu premierowi i mojemu zastępcy fundament organizacyjno-prawny do nadzoru nad służbami.
Zależało mi na tym, aby znalazł się tam Jacek Cichocki, którego znałem z Instytutu Studiów Wschodnich. To człowiek, który potrafi ustawić przekaz informacji od służb tak, że premier
dostaje czystą syntetyczną analizę, a nie tony papieru, którymi normalnie służby zalewają decydentów. Człowiek, który umie wyciągać to, co najważniejsze.
Generał Polko chwalił pana w poprzednim "Pytajniku" za działania na rzecz GROM. Jest pytanie od internauty, jaki ma pan stopień w służbach specjalnych?
Nie mam żadnego stopnia w służbach. Chociaż tą jednostką i siłami specjalnymi interesuję się od lat. Podczas pracy w rządzie Buzka miałem okazję pracować przy GROM. Miałem również
okazję przeciwstawić się nagonce rozpętanej przez ministra Pałubickiego. Od tego czasu staram się być w kontakcie z jednostką i pomagać jej - co nie jest łatwe. Utrzymanie tej jednostki po
wrzuceniu jej w maszynę MON nie jest łatwym zadaniem.
Co teraz robi GROM?
Powtórzę to, co publicznie mówił minister Klich, a co nie jest żadną tajemnicą - GROM działa obecnie w Afganistanie.
Premier radykalnie zamknął sprawę senatora Misiaka. Jest próba zbudowania kolejnego mechanizmu antykorupcyjnego, jest badanie czy ktoś ma akcje, czy
ich nie ma i jak to się ma do interesu publicznego. Ale Pawlakowi włos z głowy nie spadł.
To zupełnie inna sytuacja. Po pierwsze większość faktów dotyczących pana Pawlaka odnosi się do zamierzchłej przeszłości. Po drugie, złamania prawa nie ma. Jakoś nikt do tej pory nie
oburzał się, że łączenie funkcji premiera czy ministra z funkcją, którą pan premier Pawlak pełni niemal od zawsze, czyli szefa Ochotniczych Straży Pożarnych. Wszelkie przetargi były
kontrolowanie przez Naczelną Izbę Kontroli, przez MSWiA i dopóki nie ma informacji, że gdziekolwiek miało miejsce naruszenie...
...ale panie ministrze, tam nie było żadnego przetargu. Firma przyjaciółki Pawlaka dostała zlecenie.
No tak. Ale po to są instytucje kontrolne państwa, żeby badać takie sytuacje.
Ludowcy mówią dziś "przepraszam za mamę", śmieją się, że każdy ma przecież kogoś w rodzinie - czy to nie jest akceptacja i pochwała nieprzyzwoitości? To rodzi
przyzwolenie na nepotyzm.
Pan premier mówił, że staramy się budować w PO inne standardy. Premier jako szef ma na PO wpływ. I mamy tutaj sukcesy, np. jawne orzeczenia majątkowe posłów. W 2001 r. to parlamentarzyście
PO przed kamerami pokazali swoje orzeczenia majątkowe. Dziś jest to uważane za oczywiste.
Słyszałem, że w sprawie senatora Misiaka pan premier osobiście podejmował decyzję, a wicepremier Schetyna był zaskoczony tak radykalnymi ruchami.
Rozmawialiśmy, dyskutowaliśmy i zastanawialiśmy się przez wiele godzin, analizując w miarę dostępnych informacji, jak w tej sytuacji zareagować. Pan premier podjął decyzję, która rozwiewa
wątpliwości w tej sprawie. Dobrze też, że Misiak sam złożył rezygnację.
Może wrócić?
Kto wie... Jeśli wszystkie wątpliwości zostaną wyjaśnione i okaże się, że nie było tu czwartego dna? Zobaczymy. W tej sprawie są istotnie dwie rzeczy - wyjaśnienie samej sprawy, czy nie
było w niej niczego złego ani nagannego, nie miała miejsca żadna próba wpływania na ustawę lub przetarg. I zbudowanie mechanizmów na przyszłość, czyli znalezienie takich uregulowań,
które w przyszłości zapobiegną takim sytuacjom. Na razie nikt nie dopatrzył się złamania prawa.
















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!