W jednym z ostatnich wywiadów dziennikarka przyznała, że ma nadzieję, iż jej działania przyczyniły się do utraty stanowiska przez Jana Szyszkę. Jednocześnie zapowiedziała jednak, że nie składa broni, bowiem w kwestii ochrony środowiska przed działaniami polskich władz wciąż jest wiele do zrobienia.

Ostatnio na swoim Instagramie Kinga Rusin opublikowała zdjęcie z konnej przejażdżki po lesie. Swoimi obserwacjami podzieliła się z fanami:

Nie było nas był las, ale kiedy nie będzie lasu nie będzie i nas... W czasie jednej konnej wycieczki minęłam kilkadziesiąt takich stosów ściętych drzew. Przecinki były zawsze, ale takiej liczby całkowitych zrębów jak teraz, pozostawiających w lasach „krwawiące rany” nie widziano na Mazurach i w całej Polsce NIGDY! Najgorsze jest to, że poza zrębami robi się niewyobrażalną ilość „zrywek” najcenniejszych okazów wiekowych, liściastych drzew, a ciągnąc je do drogi w barbarzyński sposób niszczy się dodatkowo poszycie. Te drzewa, które powinny być pod ścisłą ochroną Państwa, które nie tylko były do tej pory dumą i ozdobą naszego kraju l, ale również były najlepszym filtrem pyłów zawieszonych wywożone są z lasu natychmiast, żeby po zbrodni nie zostawiać śladu. Ale te ślady są!

Dziennikarka zachęciła wszystkich swoich fanów do działania:

Setki tysięcy olbrzymich, ściętych pni, zdewastowany, przeorany las, dzikie drogi między drzewami dla „leśnych” ciężarówek. Zwróćcie na to uwagę kiedy jutro pójdziecie na wycieczki. Dokumentujcie to bestialstwo, wysyłajcie zdjęcia mailem do ministerstwa środowiska i lokalnych samorządów i głośno wyrażajcie niezgodę na tę grandę, której w naszych, bo należących do Skarbu Państwa, lasach dopuszczają się Lasy Państwowe! Ja mówię DOŚĆ! A Wy?

Kiedy w jednym z komentarzy internautka zasugerowała, że leśnicy mają odpowiednią wiedzę i wiedzą, co robię, Rusin odparła:

Leśnicy robią to co im każą i to za co im płacą. W tej chwili podniesione są do chorych wielkości kwoty wycinek z polskich lasów i przymyka się oko na wycinki, które nigdy nie powinny mieć miejsca, jak te w Puszczy Karpackiej (na zbrodniczą wręcz skalę!) czy w Puszczy Białowieskiej i całkowite zręby na Mazurach!!! Niech Pani nie wyjeżdża tu z „wiedzą” leśników! Są wśród nich uczciwi i dobrzy ludzie (jesteśmy na prywatnej korespondencji, niektórzy sami dokumentują zniszczenia i mi wysyłają ale boją się wypowiadać publicznie bo straciliby pracę), za to ich zwierzchnicy mają wybitną wiedzę z obsługi kalkulatora. Byle kaska się zgadzała. Bronienie grabieżczej polityki LP wobec tego co widać gołym okiem to bezczelność, krótkowzroczność albo obrona własnego interesu. Córka leśnika?