W rozmowie z magazynem "Twoje Imperium" Anna Głogowska żali się na postępowanie prokuratury, która przesłuchiwała ją, choć nie miała jej nic do zarzucenia: 

Smutne jest, że prokuratura nie ma na mnie pomysłu i zamiast łapać przestępców, męczy mnie, chociaż nic nie zrobiłam. Wszyscy, którzy mieli zostać postawieni w stan oskarżenia, są postawieni w stan oskarżenia. Ja nie jestem. Mimo to prokurator chce znaleźć na mnie coś, co nie istnieje.

Tancerka twierdzi, że kupowała od Cezarego P. nie narkotyki, a alkohol:

Czarek miał sklep z alkoholem, który splajtował. Miał więc towar, którego tanio się pozbywał. Niech rzuci kamieniem ten, kto nie chce kupić za pół ceny. Sytuację z alkoholem pamiętałam tylko dlatego, że na nagraniu słychać, jak mówię Czarkowi, że mam farbę na włosach i nie mam jak wyjść z domu. Być może pan prokurator na moim miejscu poszedłby z farbą na włosach. Do sklepu, w którym jest dwa razy drożej... To była szopka.

To jednak nie wszystko, bowiem Głogowska twierdzi, że Cezary P. zaopatrywał ją także w ... kotlety:

Pytanie dotyczyło mojej rozmowy z nim w 2015 roku. Czarek dwa lub trzy razy przywiózł mi jedzenie ze swojej gastronomii. Powinnam pamiętać przez prawie trzy lata, ile ten kotlet kosztował? Mam się wstydzić tego, że rozmawiałam z Czarkiem? Nie żałuję tej znajomości. To jest człowiek, który ma serce na dłoni i oczy na mokrym miejscu, dla którego wnuczka jest wszystkim, a nie widział jej od półtora roku. Chciał nauczyć się tańczyć, żeby zrobić niespodziankę żonie. Właśnie wtedy się poznaliśmy. Z czasem poznałam jego wnuczkę i żonę, zostaliśmy znajomymi. To nie jest karalne - tłumaczy się Anna.

Wierzycie w wyjaśnienia partnerki Piotra Gąsowskiego?