Po zaczepnym tytule tekstu „Mało co wkurza mnie tak, jak WOŚP” można dojść do wniosku, że blogerka krytykuje Orkiestrę. Jednak po lekturze całości okazuje się, że Julia Oleś jest ogromnie wdzięczna Owsiakowi za jego działalność charytatywną.

Z drugiej strony, partnerkę Kamila Durczoka denerwuje, że polskiej służbie zdrowia potrzebne są dodatkowe zbiórki na sprzęt ratujący życie. Jej zdaniem o dobre warunki w szpitalach powinni zadbać przede wszystkim politycy.

- Wkurza mnie to, że żyję w kraju, w którym na sprzęt do ratowania życia dzieci musi zrzucać się cały naród, bo ludzie, którzy powinni o to zadbać, są zbyt zajęci wojną swoich plemion i fotografowaniem się w źle skrojonych garniturach i garsonkach na tle logotypów swoich partii. To nie tak powinno działać. Jurek Owsiak nie powinien być nam potrzebny - cytuje Oleś „Super Express”.

Dodatkowo dowiadujemy się, że przed kilkoma laty syn blogerki wylał na siebie gorący rosół.

- Skarpetki zdjęłam z niego razem ze skórą - wspomina kobieta.

Poparzony chłopiec trafił do szpitala, gdzie był leczony sprzętem medycznym ufundowanym przez WOŚP.

- Lekarze dali nam i sobie dziesięć dni, żeby rozstrzygnąć, czy będzie potrzebny przeszczep skóry. Dziesięć długich dni, wypełnionych zastrzykami z morfiny, bólem i przerażeniem. Dziesięć nieznośnych nocy obok łóżeczka mojego syna na podłodze w szpitalu. A wszędzie wokół te cholerne serduszka. Na łóżkach, na sprzętach, na ścianach, na lampach. Na teczce pielęgniarki. Na biurku oddziałowej. Na fartuchu salowej. W naszej sali i w pokoju zabiegowym. Niektóre tylko dlatego, że ktoś postanowił je tam nakleić. Ale większość dlatego, że oznaczony nimi został sprzęt, który ufundowała Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Pomocy. Każda matka, której dziecko walczyło o życie lub zdrowie w polskim szpitalu powie Wam to, co ja: ten sprzęt jest wszędzie - podsumowuje Julia Oleś.