Cezary P. został oskarżony o sprzedaż kokainy wartej ponad milion złotych. W sprawę zamieszane są także jego żona i córka. Według śledczych mężczyzna w latach 2009-2016 sprzedawał kokainę ponad 200 osobom. Wśród jego klientów znajdowali się biznesmeni, politycy, gwiazdy, a nawet funkcjonariusze policji.

Dilerowi grozi 15 lat więzienia. Mimo to mężczyzna nie chce ujawnić nazwisk klientów i osób, które pomagały mu rozprowadzać towar m.in. w świecie show-biznesu.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie na podstawie billingu i nagranych rozmów telefonicznych twierdzi jednak, że Cezary P. dostarczał kokainę m.in. Piotrowi Gąsowskiemu i Annie Głogowskiej - informuje „Super Express”.

Z informacji tabloidu wynika, że w dniach 30 grudnia 2015 r.i 13 stycznia 2016 r. aktor zamawiał towar u Cezarego P. co najmniej 1 g silnego narkotyku za 300 zł.

Częstszy kontakt z dilerem miała ponoć Anna Głogowska. Celebrytka wypromowana przez „Taniec z gwiazdami” kontaktowała się telefonicznie z Cezarym P. w latach 2015 i 2016. Diler i tancerka wymienili w tym okresie ponad 30 połączeń telefonicznych. Prokuratura Okręgowa w Warszawie twierdzi, że Cezary P. zaopatrzył Głogowską w towar w ilości nie mniejszej niż 17 g za co najmniej 5250 zł.

„Super Express” skontaktował się z gwiazdami w tej sprawie. - Proszę mi dać spokój, to jakaś paranoja - zareagował Piotr Gąsowski, po czym odłożył słuchawkę. Anna Głogowska nie odebrała telefonu ani nie odpisała na wiadomość.

Tabloid informuje także, że na ostatniej rozprawie sądowej Cezary P. przyznał się do znajomości z Głogowską, ale utrzymywał, że kontaktował się z tancerką w prywatnej sprawie niezwiązanej z narkotykami. - Znam Annę Głogowską. Pytałem ją o lekcje tańca dla wnuczki - mówił diler. - Co do narkotyków u mnie znalezionych, to one są na moje własne potrzeby. Jak mam bóle, to zjadam 3 g w odstępie pół godziny - dodawał.

- Sprawa została zakończona skierowaniem aktu oskarżenia do Sądu. W akcie oskarżenia prokurator wskazał listę osób, o których przesłuchanie wnosi na rozprawie. Jest to ponad 200 osób, w tym osoby, którym według treści zarzutów udzielane były środki odurzające - powiedział „Super Expressowi” prokurator Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Po paru godzinach Anna Głogowska zdecydowała się na komentarz dla serwisu WP.pl:

- Złożyłam bardzo obszerne wyjaśnienia w prokuraturze na temat znajomości z tym panem i nie ma podstaw do prowadzenia wobec mnie żadnego postępowania, nie dostałam wezwania na żadną rozprawę sądową, nawet w charakterze świadka. Nie wiem więc, jakim prawem „Super Express” publikuje moje zdjęcie w tym kontekście, nie stawiając nawet żadnego znaku zapytania. Nie wiem, skąd wzięli te informacje, kto miałby im je udostępnić - powiedziała.

- Ta sprawa uderza nie tylko we mnie, ale też w moją rodzinę i przyjaciół. To jest już sprawa karna. Tego się nie da odwrócić, ja już tracę pracę i szacunek, liczę tylko na mojego dobrego prawnika, że pomoże mi oczyścić moje nazwisko. Bardzo liczę się z opinią publiczną i bardzo ją szanuję. Dlatego też jest mi przykro, że jestem stawiana w takim kontekście. Najgorsza w tej sytuacji jest bezradność. Nikt z prasy do mnie nie zadzwonił, nie sprawdził, nie zapytał, co mam do powiedzenia. Jestem pewna, że prokuratura nie ujawnia takich informacji. A nawet jeśli podano, że jestem w jakiś sposób związana z tą osobą, dlaczego nikt nie zapytał mnie o to, czy składałam już wyjaśnienia w tej sprawie - dodała.

- Na pewno się nie poddam i będę walczyła o dobre imię. Na początku się załamałam, ale na szczęście mam przy sobie przyjaciół i prawnika, którzy mówią, żebym się nie załamywała, żebym nie rezygnowała z życia publicznego, nie chowała, bo nie zrobiłam nic złego - podsumowała.