Kanadyjski Crystal Castles to jeden z najpopularniejszych zespołów na scenie muzyki elektronicznej. Został powołany do życia w 2006 roku przez kompozytora i producenta Ethana Katha (wł. Claudio Palmieri) oraz wokalistkę Alice Glass.

W 2014 roku Glass odeszła z zespołu. W oficjalnym oświadczeniu pisała wtedy:

- Moja sztuka i wyrażanie siebie poprzez nią zawsze było szczere, uczciwe i empatyczne wobec innych. Z wielu powodów, zarówno zawodowych, jak i osobistych, nie czuję już, by było to możliwe wewnątrz Crystal Castles.

Miejsce Alice Glass u boku Katha zajęła Edith Frances. Teraz pierwsza wokalistka duetu na swojej stronie internetowej wydała nowe oświadczenie, do którego, jak wyznaje, zainspirowała ją akcja #MeToo.

- Poznałam „Ethana Katha” (Claudio Palmieri), kiedy byłam w X klasie. Po raz pierwszy wykorzystał mnie, gdy miałam mniej więcej 15 lat. Był o 10 lat starszy. Trafiłam na tylne siedzenie jego samochodu ekstremalnie odurzona (drinkami, które dał mi tamtej nocy). Od tamtej pory nie rozmawialiśmy przez całe miesiące. On jednak za wszelką cenę starał się znów złapać ze mną kontakt, śledził mnie, przyjeżdżał pod moją szkołę i pokazywał się w miejscach, w których przebywałam. I tak znów nawiązaliśmy kontakt - opisuje Glass początki znajomości z Kathem.

- Byłam młoda i naiwna. Postrzegałam go jako lokalną gwiazdę rocka, bo widziałam jego zespół Kill Cheerleader w telewizji. Wiele moich kumpelek ze sceny punkowej też było wykorzystanych przez starszych facetów, więc wydawało mi się to całkiem normalne. Claudio zaczął mną manipulować. Odkrył moje słabości i je wykorzystywał. Przez kilka kolejnych miesięcy dawał mi narkotyki i alkohol i uprawiał ze mną seks w opuszczonym apartamencie, którym zarządzał. Nie zawsze działo się to za moją zgodą - wyznaje wokalistka.

Gwiazda utrzymuje także, że partner z zespołu ubezwłasnowolnił ją zarówno w sferze prywatnej, jak i zawodowej. Miał się przy tym dopuszczać prawdziwie bestialskich zachowań.

- Trzymał mnie nad schodami i groził, że zrzuci na dół. Potrafił złapać mnie za ramiona i rzucić mną o beton. W pewnym momencie próbowałam odejść, ale wtedy przysiągł, że już nigdy nie będzie znęcał się nade mną fizycznie. Za to wciąż to robił psychicznie i emocjonalnie - pisze Alice Glass.

- Kontrolował wszystko, co robiłam. Nie wolno mi było mieć własnego telefonu ani karty kredytowej, decydował o tym, z kim się spotykam, czytał moje prywatne maile, ograniczał mi dostęp do mediów społecznościowych, kontrolował to, co jadłam. Bez przerwy mnie krytykował, mówił, że ludzie przychodzący na nasze koncerty interesują się tylko jego muzyką, a ja rujnuję jego zespół. Pewnego razu rozbił szybę w kabinie prysznicowej, aby mnie zastraszyć. Zamykał mnie też w pokoju, rzekomo po to, by mnie chronić przed potencjalnymi gwałcicielami. Po czym sam mnie gwałcił - kontynuuje piosenkarka.

- Czułam się okropnie, a moje teksty pośrednio wyrażały ból i przemoc, których doświadczałam. Ale jak to bywa w przypadku toksycznych relacji, po aktach jego okrucieństwa często następowały momenty uprzejmości. On był świetny w ukrywaniu okrucieństwa wobec mnie przed światem. Potrafił być naprawdę uroczy, hiperopiekuńczy. A ja kochałam zespół, który razem tworzyliśmy, mimo że [Kath] często mi mówił, jak łatwo byłoby mnie zastąpić. Z kolei kiedy byłam na krawędzi załamania nerwowego, on wtedy mówił, że jest jedyną osobą na świecie, która we mnie wierzy. Powiedział, że razem jesteśmy przeciwko wszystkim, ponieważ wszyscy inni uważają, że jestem żałosnym żartem, beztalenciem, niczym więcej jak tańczącym klaunem. Wierzyłam mu. Przez lata miałam myśli samobójcze - pisze gwiazda.

- Opuszczenie Crystal Castles była najtrudniejszą decyzją, jaką podjęłam w życiu - ten zespół był dla mnie wszystkim. Moja muzyka, moje koncerty i fani to było wszystko, co miałam na tym świecie. Rzuciłam to i zaczęłam od nowa nie dlatego, że chciałam, ale dlatego, że musiałam. I chociaż to było bardzo trudne, była to zarazem jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Całe lata zajęło mi otrząśnięcie się z dekady znęcania, manipulowania i kontroli psychicznej. Wciąż dochodzę do siebie - podsumowuje Alice Glass.