- Pomyślałem, że to dobry moment, żeby zamienić z Wami kilka słów. Nawet kiedy nie stoję twardo na ziemi. A zdarzało mi się takie solidne trzymanie gruntu już, pamiętam dobrze. Zdarzało mi się też nad nim unosić. Ohh, to wspominam jeszcze lepiej - zaczął swój wpis Dawid Podsiadło.

- W moim życiu niezawodowym dużo się ostatnio dzieje, staram się inspirować nieograniczoną ilością rzeczy. (...) Otwieram się na nowe dziedziny sztuki, a czasami nawet się ponudzę. Staram się jakoś dźwignąć i stanąć mocniej na nogach. Wiele miesięcy poza sceną i rzeką zainteresowania, po 4 latach bycia w świetle reflektora sprawia, że człowiek (w sumie nie wiem, czy każdy… może niektórzy znoszą to lepiej... a więc) sprawia, że czuję się strasznie przygnębiony i zagubiony - wyznał piosenkarz.

- Potrzebowałem poczuć, że moje życie należy do mnie, że nie wszystko, co przeżywam, warto rzucać w świat. Staram się cieszyć z wydarzeń w moim życiu bez koniecznej aprobaty i świadomości kogoś poza mną. Docenić je w pełni dlatego, że ja je doceniam, a nie dlatego, że jest to wydarzenie doceniane - dodał.

Jednak nazajutrz po tym wpisie, który lotem błyskawicy zdążył rozprzestrzenić się w mediach plotkarskich, Podsiadło zdecydował się usunąć post - jego zdaniem, opacznie zrozumiany.

- Niestety, dzisiaj zobaczyłem masę nagłówków o „depresyjnym Dawidzie”, a w ogóle nie o taką treść chodziło. Wiem, że Wy zrozumieliście wszystko pięknie, ale żeby nie robić dramatu tam, gdzie go nie ma, to usunę tamtego posta - wytłumaczył swoją decyzję wokalista.