Kiedy Alan Andersz trafił po feralnej bójce do szpitala, jego stan był tak poważny, że konieczna okazała się trepanacja czaszki, po której aktor był utrzymywany w śpiączce farmakologicznej. Proces rekonwalescencji i dochodzenia do formy trwał bardzo długo i niestety w tym czasie Allan nie mógł liczyć na znajomych, którzy wcześniej chętnie bawili się w jego towarzystwie:

Poruszałem się w zwolnionym tempie, moje ciało robiło, co chciało. Łzy płynęły mi strumieniami tylko wtedy, gdy dzwoniłem do znajomych i nie było komu wyprowadzić mnie na spacer - ujawnia w rozmowie z magazynem "Flesz"

Co więcej Andersz twierdzi, że niektórzy mieli nadzieję zająć jego miejsce w popularnym show:

Wypadek miałem z piątku na sobotę. A już w poniedziałek "znajomi" dzwonili do produkcji, by usiąść na moim miejscu w jury Got to Dance. Od tamtej pory moje życie całkowicie się zmieniło. Zweryfikowałem stare przyjaźnie, poszedłem na studia i za dwa miesiące mam obronę dyplomu.

Jednak nie tylko krąg znajomych Alana zmienił się po wypadku:

Progres, który nastąpił w mojej głowie jest nie do przecenienia. Kiedyś lubiłem smak wódki. Teraz mogę sobie pozwolić na lampkę wina, bo większa ilość alkoholu może mi zaszkodzić. Za bardzo kocham życie, żeby ryzykować. Zawiodłem się na ludziach. Teraz jestem bardziej ostrożny. Może kiedyś napiszę o tym książkę? Nie dla sławy ani pieniędzy. Moje przeżycia wielu ludziom mogłyby pomóc.