Anna Sobańda: Przez dziennikarzy, którzy obejrzeli pierwszy odcinek "Agenta" zostałeś nazwany maskotką tej edycji. Jak się czujesz w takiej roli?

Tomasz Niecik: Trudno powiedzieć, myślę, że to ludzie ocenią, czy rzeczywiście będę maskotką. Nie ukrywam, że podoba mi się pierwszy odcinek. Byłem tam osobiście, wiem co robiłem i uważam, że fajnie zostało to zmontowane i pokazane. Widać, że jestem wesoły, rzucę czasem jakiś tekst, z którego jedni się śmieją, inni nie, bo być może czują konkurencję, albo nie lubią mnie czy disco polo. Ja staram się po prostu być sobą. Tam ciężko udawać kogoś, kim się nie jest.

Wszyscy uczestnicy byli sobą?

Zauważyłem kilka osób, które udawały. Przychodzili na przykład do mnie, mówili „Tomeczku to, czy Tomeczku tamto”, a później obrabiali mi tyłek. Z takimi dwulicowymi ludźmi staram się prywatnie nie nawiązywać relacji.

Kto najbardziej podpadł ci w programie?

Alana Andersza tak odebrałem, jako osobę, która na siłę chce zaistnieć. Być może ja rzeczywiście byłem typowany do bycia maskotką, ale kiedy zobaczyłem, że większość uczestników ma parcie na szkło i wchodzą mi na głowę pomyślałem sobie „sorry Tomasz, ale ty już osiągnąłeś to, co chciałeś, nie musisz walczyć z tymi ludźmi, pokazywać zawiści, deptać innych tylko po to, żeby być na podium”. Jak ktoś chciał zabłysnąć, jak chrząstka w salcesonie to ok., jego sprawa, nie wnikam w to. Jestem szczęśliwym i spełnionym człowiekiem więc postanowiłem być z boku tego wszystkiego. To taka druga odsłona Tomasza Niecika, faceta zdystansowanego do siebie i statecznego.

Chcesz powiedzieć, że nie poszedłeś do „Agenta” po popularność?

Nie ukrywam, że w jakimś sensie na pewno, ponieważ to wszystko wiąże się przecież z popularnością. Jestem już jednak rozpoznawalną osobą, gdzie nie wyjadę to słyszę „o zobacz, Cztery osiemnastki idzie”, ponieważ wszyscy kojarzą mnie po tej piosence, a nie innych utworach. Dlatego moim skrytym marzeniem jest nagrać nowy przebój, żeby w końcu ludzie kojarzyli mnie z czymś innym, niż „Cztery osiemnastki”.

Czyli nie porzucasz disco polo?

Disco polo to moja miłość, całe życie o to walczyłem, ciężko pracowałem, żeby osiągnąć sukces. Dalej to będę robił, bo widzę, że ludzie są serdeczni, dobrze do tego nastawieni, przychodzą na koncerty. Cóż może być piękniejszego niż nagrywać i dawać ludziom radość? Oczywiście niektórzy mnie hejtują. Może robią to z zazdrości, może dlatego, że nie lubią tej muzyki, bo przecież różne są gusta. Mamy jednak swoje grono odbiorców, wiernych fanów którzy tłumnie przychodzą na nasze koncerty.

Czy twój udział w dużym show w TVN oznacza, że gwiazdy disco polo zaczynają przebijać się do tak zwanego mainstreamu?

Tak, to prawda, wszedłem na salony. Tą jedną nogą znalazłem się 10 kroków wyżej, niż reszta moich kolegów z branży. Kiedy oni jadą na koncert, miasto czy gmina chce im zapłacić takie honorarium, a jak przyjeżdża Zenek Martyniuk, czy Niecik to stawka jest potrójna.

Skąd taka różnica?

Może właśnie stąd, że od 8 lat jestem aktywny, pojawiam się w tych wszystkich programach, pokazuję, jaki jestem. Ludzie mnie za to kochają, jedni może za osobowość i charyzmę inni za piosenki, a jeszcze inni za to, że jestem bogaty, ale mi nie odbiło. Może dlatego właśnie jestem takim czarnym koniem disco polo, bo ludzie dostrzegają tę moją szczerość i naturalność. Bardzo cieszę się z tego, że wbiłem się w rynek muzyczny poprzez moją twórczość, a teraz ludzie poznają jaki jestem. A chyba jestem dobrym człowiekiem, skoro od 8 lat jestem w jednym związku i wszystko nam się układa. Nie ma wokół mnie zdanych kontrowersji, zdrad, romansów. To się chyba ludziom podoba, dzięki temu przychodzą na koncerty, nawet jak nie słuchają disco polo. Chcą zobaczyć Niecika, zrobić sobie ze mną zdjęcie, przybić piątkę.

A jak na tych salonach, na które wkroczyłeś jesteś odbierany przez artystów nie związanych z disco polo?

Gram dużo koncertów z bardzo różnymi artystami, od kultowych muzyków, po nowoczesne zespoły popowe. I często jest tak, że ta gwiazda pop przychodzi i widzi, że ludzie pod sceną krzyczą „Niecik, Niecik”.

Pojawia się wówczas zazdrość?

Tak, jest zazdrość i zawiść, bo Niecik przyjeżdża na koncert najnowszym mercedesem, a ktoś 20 lat haruje i jeździ wynajętym autem, ponieważ na własne go nie stać. Dziwią się wówczas, że my tyle zarabiamy, że tak to wygląda. Sorry, tak to wygląda, mamy dużo fanów, gramy dla dużych publiczności, ludzie nas doceniają i dużo zarabiamy. Ale tak, spotykam się z zawiścią, że na przykład ja mam jakieś nieruchomości, a oni nie. Największą zazdrość zauważam niestety w moim ukochanym rodzinnym mieście Grajewie.

Skąd ta zazdrość?

Kiedyś pracowałem tam w salonie telefonów komórkowych i zarabiałem 1300 zł miesięcznie, a teraz jeżdżę super mercem, jadam w drogich restauracjach, moja kobieta nie pracuje, niczego nam nie brakuje, żyjemy sobie jak gwiazdy. Do tego telewizja nas lansuje, mamy prestiżowe programy. Czego chcieć więcej? Jestem spełnionym człowiekiem i nie mam już ciśnienia i parcia na ekran. Cały czas jednak dziękuję za to wszystko Bogu, mam w sobie dużo pokory i będę miał ją zawsze. Nie czuję się lepszy od innych, chcę być po prostu dobrym człowiekiem, bo tak zostałem wychowany. Mama zawsze powtarzała mi, żebym nawet jeśli do czegoś dojdę, szanował drugiego człowieka. A niestety moi koledzy z branży są, jacy są. Jedni nie szanują, inni krytykują, czy wyzywają. Tomasz Niecik taki nie jest i nigdy w życiu nie będzie, bez względu na to, czy będę miał tak jak teraz 4 mieszkania które wynajmuję, czy po "Agencie" kupię sobie dwa kolejne, czy z sentymentu wsiądę w swoje Audi, czy w najnowszego mercedesa dalej będę tym samym Tomaszem Niecikiem. To jest moja broń.