W rozmowie z sem weszlo.pl, Gruchała wyznaje, że drugi raz nie zdecydowałaby się na rozbieraną sesję w męskim magazynie:

Dzisiaj dochodzę do wniosku, że to nie do końca byłam ja. Kiedyś, gdzieś w życiu, pogubiłam się, dlatego myśląc o tych zdjęciach, czuję pewien dyskomfort. Chociaż nie ukrywam, że można było przy tym zarobić niezłe pieniądze. Sama negocjowałam z CKM-em i wywalczyłam najwyższą jak na tamte czasy gażę za sesję w bikini. Na pewno było to więcej niż dostałam od państwa za brązowy medal igrzysk w Atenach.

Florecistka dodała, że miała w swoim życiu okres, w którym zachłysnęła się popularnością i pieniędzmi:

Z pieniędzmi tak już jest, że raz są, a raz ich nie ma. Przypływają, odpływają, ale zawsze można zasuwać ciężej i je po prostu zarobić. Będę szczera: zawsze miałam luźny stosunek do pieniędzy i kiedy były, to je po prostu wydawałam. A wiadomo: im więcej zarabiasz, tym więcej wydajesz, korci cię strasznie. Szalałam, nie będę mówiła, że nie. Lubię ciuchy, torebki, buty, chyba jak każda kobieta. Nie oszczędzałam też np. przy urządzaniu swojego mieszkania. Nie chciałabym mówić o szczegółach, bo tabloidy zaraz podłapią, ale na pewno inwestowałam w mieszkanie aż przesadnie. Dziś czuję, że chyba spełniałam przez to pewne swoje marzenia z dzieciństwa. W ten sposób także wynagradzałam sama siebie za ciężką pracę, sukces w sporcie.