Na swoim profilu na Facebooku Andrzej Saramonowicz podzielił się refleksją na temat "lewicowych idiotów":

Wdałem się w niepotrzebny spór z lewicowymi idiotami, którzy nie chcą wydawać pieniędzy na obejrzenie "Wołynia", ale chcą go obejrzeć, bo ciekawość zżera, więc informują się wzajemnie, że jest już do zarąbania na torrentach.

Kiedy nazwałem to złodziejstwem, dowiedziałem się, że:

a) to nie jest kradzież, ale co najwyżej "naruszenie monopolu prawnoautorskiego”;

b) największymi złodziejami są „bogacze, którzy popierają obniżanie podatków i podatki liniowe. Tylko, że oni okradają biednych, wyzyskują ich pracę. Podczas gdy ktoś, kto ściąga filmy zmniejsza zwykle zarobki ludzi i tak już obrzydliwie bogatych i zyski korporacji”;

c) i że w ogóle nie ma po co ze mną rozmawiać, bo jestem "burżuazyjnym zwyrodnialcem".

Na koniec reżyser dodał, że widzi dla Polski zagrożenie równie duże, jak rządy PiS:

Więc żeby było jasne: bardzo bym chciał, żeby PiS nie rządził w Polsce w sposób, w jaki to teraz robi, ale bardzo bym też nie chciał, żeby po nim przyszli tacy, co myślą, jak wyżej. Bo to będzie takie samo nieszczęście, jakie mamy dziś. Więc nie będę żadnej neobolszewii popierał ani teraz, ani w przyszłości, choćby nie wiem co.