Na swoim profilu na Facebooku, Kinga Rusin zamieściła wpis, w którym opisuje to, co widziała podczas podróży w Bieszczady:

Ostatnie dni spędziłam w okolicach słynnego Arłamowa, na terenie planowanego od ponad 80 lat (sic!) Turnickiego Parku Narodowego, z którego teraz, dziennie wyjeżdża ponad 240 ton drewna!!! To może być nawet hektar starodrzewu! DZIENNIE! CODZIENNIE! Byłam. Widziałam. Sfotografowałam. Sfilmowałam. I nie są to drzewa z wiatrołomów, nie zaatakował ich kornik drukarz ani inna "zaraza", nie utrudniają poruszania się po lesie, nikomu nie wadzą, niektóre mają grubo ponad 100 lat, są "w kwiecie i sile wieku", zdrowe, piękne. A mimo to trafiają pod topór, czy raczej bardzo nowoczesną piłę mechaniczną. Dlaczego? "Bo to zgodne z prawem i założeniami gospodarki leśnej" - słyszę od nadleśniczego. Fakt.

Zdaniem dziennikarki, leśnicy kierują się wyłącznie względami materialnymi, nie przejmując się zarówno lasami, jak i zamieszkującymi je zwierzętami:

Nikt tu prawa nie łamie, Lasy Państwowe (czyli nasze - wszystkich Polaków) "zgodnie z założeniami" zarabiają kasę a plany na Park Narodowy stoją im kością w garde. No bo wtedy starych drzew nie można by było wycinać, nie można by też było w Parku Narodowym mordować zwierząt. Tak, mordować, a nie zabijać, bo na tym terenie organizuje się słynne, bestialskie polowania z naganką. Widziałam na własne oczy ścieżkę leśną , którą jak na leśne standardy można nazwać autostradą, a wzdłuż niej, co sto metrów ambonę! Na tych dziesiątkach ambon, w czasie polowań z naganką myśliwi czekają aż wypłaszane z lasu zwierzęta, śmiertelnie przerażone, wybiegną wprost na lufy ich strzelb, bez szans na przeżycie, bez szans na ucieczkę. W takich polowaniach, często w strasznych męczarniach umiera za każdym razem (sic!) kilka tysięcy różnych zwierząt! Oczywiście zgodnie z prawem i planowym odstrzałem, przy pełnej aprobacie Lasów Państwowych (większość leśników to zresztą czynni myśliwi). Myśliwi zapłacą za to co upolują zgodnie z cennikiem i znów kasa się zgadza.

Rusin jest oburzona faktem, że w świetle prawa wyniszczany jest niezwykle cenny obszar przyrodniczy, jakim jest Puszcza Karpacka:

Okolice Arłamowa są bardzo słabo zaludnione, obłędnie piękne, oparły się ludzkiej pazerności tylko dlatego, że były pilnie chronione przez komunistycznych notabli (mieli tam monopol na polowania a polować chcieli w dziewiczych lasach). A teraz? Po nas choćby potop! Miłośnicy przyrody, wybitni botanicy, dendrolodzy i światowej sławy naukowcy alarmują, że jeszcze chwila i nie będzie tam czego chronić! A to unikat na skalę europejską! Podobnie jak Puszcza Białowieska, to fragmencik pierwotnych lasów europejskich, których poza Polską nie ma już nigdzie indziej.

Na post Kingi Rusin błyskawicznie zareagowali pracownicy Lasów Państwowych, którzy zarzucają dziennikarce nieznajomość tematu:

Pani Kingo Pani post jest bardzo emocjonalny. Popełniła Pani niestety kilka błędów, a przecież rzetelność dziennikarska nakazuje zbadać sprawę dogłębnie.
Niestety w tych emocjach wrzuca Pani wszystko do jednego worka i jakby nie patrzeć przekaz jest jasny: leśnik strzelający do wszystkiego co się rusza, tnący co popadnie i ciągle te Pani słowo wytrych czyli: KASA, KASA, KASA...!!! Proszę mi wytłumaczyć, Pani Kingo jak to jest że przez ponad 90 lat istnienia Lasów Państwowych ostaly się takie naturalne fragmenty lasu?

Nie ośmieszaj się kobieto. Bo wiedzy na temat lasu i procesów w nim zachodzących to ty nie masz żadnej. Przykro czytać takie bzdury

Proszę się dokształcić w sferze leśnej i myśliwskiej.. ŻENADA PISANA ZA PIENIĄDZE. Dziękuję dobranoc. Ps. I.prosze niech Pani zacznie jeść kurz... A nie...sorry... Tam też jest jakieś życie!!! Proszę nie jeść nic!!! I nie siedzieć na drewnianym krześle pisząc bzdury na kartce, która jest z PAPIERU. Hipokryzja jakich mało.

Co ciekawe, Rusin wsparła Edyta Górniak, z którą dziennikarka dotychczas nie miała zbyt dobrych relacji. Piosenkarka zabrała jednak głos w gorącej dyskusji i zostawiła na profilu Kingi taki komentarz:

Kochanie, Dziękuję Ci za Twoją wrażliwość. Podzielam Twoje uczucia. Znam ten widok. Dlatego także wyprowadziłam się z miasta autostrad. Nic już nie zrobimy, ale Twój apel jest ogromnie! cenny. Przytulam Cię...

Rację przyznała Rusin także organizacja WWF, która nakłania internautów do podpisywania się pod apelem SOS Karpaty.