Anna Sobańda: Program "Mamuśki z piekła rodem" opowiada o kobietach, które dla swoich dzieci są w stanie posunąć się do wszystkiego. Czy Pan również bywa taką "mamuśką"?

Ewa Kasprzyk: Nie, zdecydowanie nie jestem mamuśką z piekła rodem. Ten program jest ku przestrodze, choć pokazuje problem w lekkim przejaskrawieniu. Przedstawione tu historie są z piekła rodem i na granicy patologii. Bohaterki to kobiety, które dla swoich dzieci są w stanie obrabować bank, uprawiać hazard w kasynie, czy zlecić zabójstwo konkurencji. Ciekawe jest też to, że pragną dla swoich pociech bardzo próżnych rzeczy. Jedna z bohaterek chce, by jej córka była najlepszą cheerleaderką, co prowadzi ją to do obłąkańczych myśli o zabójstwie jej rywalki. Jest też matka, która napada z nożem na swojego kierownika, by zdobyć pieniądze na udział w konkursach Miss piękności dla swojej córki. Te przykłady są więc przejaskrawione, ale takie postawy rodziców faktycznie się zdarzają.

Czy pani jako matka, byłaby w stanie zrobić dla dziecka coś wbrew sobie?

Jak się ma dziecko, trzeba iść na kompromisy, myśli się o jego dobru. Kiedy byłam w ciąży, dostałam propozycję zagrania w serialu. Zgodziłam się, bo sądziłam, że pogodzenie macierzyństwa z pracą na planie będzie łatwe. Okazało się, że nie byłoby to dobre rozwiązanie dla mojego dziecka, więc zrezygnowałam z tej roli. Zrobiłam więc coś dla córki. Po latach nie oceniam tego, jako strasznego poświęcenia, bo udało mi się zagrać jeszcze wiele ról. Z drugiej strony, pojawiało się też wiele sytuacji, w których poświęcałam czas spędzony z córką dla swojego zawodu. Wszystko więc się w naturze wyrównuje.

Dziś pani córka jest dorosłą kobietą, a kiedy startowała w programach talent show, po negatywnych komentarzach Kory i Edyty Górniak broniła jej pani jak lwica.

Tak, zrobiłam to bez wahania, ponieważ zawsze będę po jej stronie. Poza tym, mam w sobie silne poczucie sprawiedliwości, które kazało mi zareagować.

W jaki sposób macierzyństwo wpłynęło na panią, jako aktorkę?

Kiedy porównuję swoje role z okresu przed urodzeniem dziecka, do tych, które zagrałam gdy moja córka była już na świecie, widzę, że to doświadczenie miało dla mojej gry duże znaczenie, rozwinęło mnie, otworzyło, pozwoliło nabrać oddechu. Z drugiej strony, nie należy tego przeceniać, ponieważ są przykłady wybitnych aktorek, które nigdy nie miały dzieci, chociażby Elizabeth Taylor.

Czy pani zdaniem macierzyństwo jest niezbędne do tego, by kobieta poczuła się w pełni zrealizowana?

Myślę, że nie można tego demonizować. Nie można mówić, że kobieta, która nie ma dziecka jest gorsza, czy niespełniona. Przeżycie porodu dla mnie było czymś pięknym, a dziecko podarunkiem od losu. Nie każdy musi jednak tak do tego podchodzić. Jeżeli kobieta jest skoncentrowana na swoim zawodzie, dziecko może być przeszkodą. Macierzyństwo wymaga bowiem poświęceń i takiej organizacji, by pogodzić wychowanie z pracą, co nie zawsze jest łatwe. O tym pisała też Oriana Fallaci w monologu „List do nienarodzonego dziecka”. Ona nie mogła zostać matką, ale absolutnie spełniła się jako pisarka i dziennikarka.

Obecnie coraz więcej kobiet odkłada macierzyństwo w czasie, czy słusznie?

Moim zdaniem, najlepiej jest mieć dziecko, kiedy jest się bardzo młodym. Ma się wówczas siłę, żeby wychować je z większym luzem, dystansem. Poza tym, o dziecku myśli się wówczas, gdy jest się w szczęśliwym związku z mężczyzną, z którym chce się założyć rodzinę. W innej sytuacji zostaje tylko opcja In vitro i banków spermy. Mam nawet bliską znajomą, która walczy teraz o to, żeby być samotną matką.

Co sądzi pani o dyskusji na temat aborcji. Czy pani zdaniem przepisy antyaborcyjne powinny być zaostrzone?

Uważam, że w pewnych drastycznych jak gwałt czy zagrożenie życia przypadkach aborcja powinna być dozwolona. Nie wyobrażam sobie, żeby 12-letnia dziewczynka była zmuszona urodzić dziecko poczęte wskutek gwałtu. W tej kwestii bliska jest mi postawa śp. prezydentowej Marii Kaczyńskiej.

"Mamuśki z piekła rodem" już od środy 18 maja, o godzinie 21:00 w telewizji ID. Oto zwiastun programu: