W wywiadzie udzielonym magazynowi "Party" Krystyna Janda zdradziła, dlaczego nie zamierza ukrywać faktu, iż jej włosy siwieją:

Eleganckie kobiety na świecie nie farbują włosów. Nigdy nie zapomnę, gdy kilka lat temu weszłam do banku w Nowym Jorku. Oniemiałam, bo żadna z pracujących tam kobiet nie farbowała włosów. Dyrektorką banku okazała się zjawiskowo piękna 60-letnia pani o siwych włosach. Pomyślałam, że są w tym nieprawdopodobna elegancja i godność. Podoba mi się takie nieprzejmowanie się tym owczym pędem za młodością - wyznała.

Aktorka odniosła się także do powszechnej w świecie show biznesu pogoni za młodością. Zapytana, czy dziwi się koleżankom, które robią wszystko, by zatrzymać czas, odparła:

Zupełnie nie. Co więcej, śledzę to z zainteresowaniem. Czasem z zazdrością. Aktorki wiedzą, że dzięki takim zabiegom będą mogły dłużej pracować i dostawać atrakcyjne role. Liczą, że nie będą musiały przejść do grania babć. Jest też tak, że z wielką urodą trudno się rozstać.

Janda twierdzi także, że banalnie piękne kobiety, które wyglądają jak wycięte z jednego szablonu, są mało interesujące:

Ja nigdy wielkiej urody nie miałam. Nigdy nie byłam lalką, choć marzyłam, żeby być. Jak każda z nas. Znam kobiety obezwładniająco piękne – choć w wieku zaawansowanym. Dużo zależy od klasy. Moim zdaniem każda z nas jest lub może być piękna, a na pewno atrakcyjna i zadbana. Mieć swój styl, charakter, osobowość. To się ceni i to widać. Banalna uroda w tysiącach egzemplarzy, kobiety podobne do siebie, jednakowe, prawie nie do odróżnienia to mnie nie zachwyca.