Ori Allon jest Midasem XXI wieku: czegokolwiek się dotknie w internetowej branży, zamienia w złotodajny sukces. 31-letni informatyk z odległej Australii przyczynił się do rozkwitu Google’a w ostatnich latach, teraz dzięki niemu podobne osiągnięcie zamierza powtórzyć Twitter. Chodzi nie o nadzwyczajne umiejętności zarządzania, ale o niesamowite wyczucie trendów na internetowym rynku oraz zdolność opisania ich skomplikowanymi komputerowymi algorytmami, dzięki czemu można je zrozumieć. A nawet nad nimi zapanować.

Twitter, najpopularniejsza mikroblogowa platforma w sieci, przed kilkunastoma dniami kupił najnowszy start-up Allona o nazwie Julpan. Opracował on metodę analizowania w czasie rzeczywistym działalności internautów na wszelkiej maści portalach społecznościowych i blogach. – Stworzone w mojej firmie narzędzia pozwalają błyskawicznie przeczesywać miliardy wpisów na Twitterze, Facebooku czy Google+, by ustalić, czym w danej chwili żyje społeczność w komputerowej sieci oraz w jaki sposób dzieli się ze sobą tymi wydarzeniami – Allon jedynie w ten enigmatyczny sposób tłumaczy zasadę działania swojego pomysłu.

Celowo nie podaje żadnych szczegółów, by konkurencja nie była w stanie nawet z okruchów publicznie pozyskanych informacji domyślić się tego, w jaki sposób zamierza poddać bacznej obserwacji najdynamiczniej rozwijającą się część internetu, czyli sieci społecznościowe. Opracowany algorytm oraz działanie programów musiało być na tyle skuteczne podczas utajnionych prezentacji, że Twitter – choć nie dysponuje takimi funduszami, jak Google czy Facebook – postanowił ubiec konkurencję i kupił małą firmę Allona. Choć cena przejęcia nie została ujawniona, w branży mówi się o kilkudziesięciu milionach dolarów (co najmniej 40). Dodatkowo Allon będzie nadzorował wdrażanie nowej technologii.

Wiedza, jakiej nie mają inni

– Kupno Julpana to dla Twittera ogromny wydatek, ale dzięki nowemu algorytmowi zyskuje poważną przewagę nad konkurencją. Wyobraźmy sobie sytuację, w której internauci nieoczekiwanie zapałali wielką słabością do nowych modeli trampków: piszą o nich, przesyłają sobie ich zdjęcia, zachęcają znajomych do kupienia. Twitter wie to pierwszy i jako pierwszy reaguje, przede wszystkim biznesowo, choćby poprzez ściągnięcie reklam – przekonuje w rozmowie z „DGP” Malcolm Kubrick z portalu technologicznego RedOrbit.com. Ale to nie wszystko: na tej samej zasadzie Twitter może jako pierwszy dowiedzieć się, czy nowe kanały komunikacji między użytkownikami sieci są dla nich satysfakcjonujące, czy też trzeba je modyfikować. – To z kolei daje mu większe pole manewru w starciu z Facebookiem czy Google+ – dodaje Kubrick.

Sam Allon zachowuje spokój, choć właśnie zrobił interes życia, bo na założenie Julpana przeznaczył zaledwie kilkadziesiąt tysięcy dolarów. – Cieszę się z połączenia z Twitterem, który jest uznaną marką, bo dzięki temu zyskam większe możliwości działania – podkreśla.

W branży internetowej Ori Allon ma już wyrobioną markę. W 2005 roku urodzony w Izraelu australijski informatyk stworzył na potrzeby własnego doktoratu „Oriona”. Był to udoskonalony algorytm działania sieciowych wyszukiwarek – w którym nacisk położył na lepsze zrozumienie przez komputer wyszukiwanych fraz – dzięki któremu wyniki przedstawiane przez Google’a czy Yahoo! Search były dokładniejsze.

Orion” niósł ze sobą również inne usprawnienia. Gdy wpisało się hasło, np. bitwa pod Grunwaldem, podawał on też odnośniki m.in. do Władysława Jagiełły, Ulricha von Jungingena, Malborka i Zawiszy Czarnego. Po najechaniu kursorem na proponowany link pokazywała się zawartość stron, dzięki czemu internauta mógł wybrać tę najbardziej mu odpowiadającą. – Ten mechanizm działania określam jako szukanie zaawansowane bez posiadania specjalistycznej wiedzy – tak Allon zachwalał oprogramowanie.

Utalentowany informatyk nie musiał długo czekać na oferty kupna. Pierwszy zgłosił się do niego Google, który nabył „Oriona” – i to wraz z twórcą – w 2006 roku (Allon został pracownikiem koncernu z Mountain View). Cena transakcji nigdy nie została ujawniona. Można tylko spekulować, że nie była mała, bo wynalazkiem młodego Australijczyka żywo interesowała się konkurencja: Yahoo! i Microsoft. Po trzech latach od zawarcia umowy Google ostatecznie i do końca zaimplementował „Oriona” do silnika swojej wyszukiwarki.

Urodzony w 1980 roku w Jerozolimie Allon od małego przejawiał zainteresowanie naukami ścisłymi, komputerami i informatyką. Zachęcany przez rodziców pochłaniał kolejne kursy i zdobywał wiedzę, jednak nie mógł znaleźć dla siebie odpowiedniej w kraju uczelni i zaczął rozglądać się za zagranicznymi uniwersytetami, które mogłyby go przyjąć. Postawił na Australię. Jednak zanim wyjechał, spełnił obowiązek wobec swojej ówczesnej ojczyzny: na dwa lata poszedł do wojska.

Na Antypodach pojawił się więc dopiero w 2002 roku: wybrał Monash University w Melbourne. – Ta uczelnia słynie z bardzo dobrego wydziału technologicznego – tak tłumaczył swoją decyzję. Nie bez znaczenia były także koszty: rok nauki w renomowanym Massachusetts Institute of Technology w USA kosztuje dziś 40 tys. dol., w Australii ok. 24 tys. dol. (jeszcze większa różnica na korzyść Monash University była dekadę temu). Tu zrobił licencjat i magisterkę, a potem przeniósł się na University of New South Wales w Sydney, by rozpocząć studia doktoranckie. To właśnie za namową promotora rozpoczął pracę nad „Orionem”.

Kilka nowych pomysłów

Współpraca z Google’em była dla młodego emigranta (niedługo potem przyjął australijski paszport) złapaniem Boga za nogi. Nie tylko stał się samowystarczalny finansowo – by nie powiedzieć wręcz bogaty – lecz także zaczął robić karierę w jednym z najbardziej innowacyjnych koncernów świata. Jednak po niespełna czterech latach, gdy „Orion” stał się już integralną częścią internetowej wyszukiwarki Google’a, na własne życzenie odszedł z firmy. Jak przyznaje, zaczęła go nużyć praca w wielkim korporacji, ponadto chciał jeszcze na własny rachunek zmierzyć się z innymi wyzwaniami – stąd pomysł na Julpan. Nie miał większych problemów z uruchomieniem start-upu, bo jego nazwisko w branży internetowej było już bardzo głośne. A kontrakt z Twitterem sprawił, że jego sława jeszcze bardziej wzrosła.

Ori Allon – bogaty jak najbardziej dosłownie oraz w doświadczenie – nie ukrywa, że po zakończeniu współpracy z Twitterem chciałby skupić się na pracach nad dalszym rozwojem sieci społecznościowych. To najdynamiczniej rozwijająca się część internetu, która coraz śmielej wkracza w nasze życie. Nie chodzi już tylko o najprostsze spędzanie czasu przy klawiaturze ze znajomymi z Facebooka, Tumblera czy WKontaktie, do czego zdążyliśmy się już przyzwyczaić. – Trwają prace nad tym, by elementami sieci stały się nie tylko całe nasze mieszkania, ale nawet konkretne sprzęty, jak lodówki, kuchenki mikrofalowe czy telewizory. Coś gotujesz i wiedzą o tym twoi znajomi, oglądasz program i natychmiast informacja o tym, co lubisz, pojawia się na twoim profilu – tłumaczy nam Malcolm Kubrick.

Dla jednych to iście orwellowski scenariusz, w którym nie ma już miejsca na prywatność, dla innych idealna okazja do zaprezentowania geniuszu i zawodowego spełnienia. Jeśli rozwój sieci społecznościowych rzeczywiście przyjmie taki obrót, świat zaleje gigantyczna ilość informacji. By zapanować nad tym chaosem, potrzebni będą ludzie tacy jak Allon, którzy potrafią zanalizować rzeczywistość za pomocą komputerowego kodu. – Mam już zresztą kilka bardzo dobrych pomysłów, które mogą zrewolucjonizować sieci społecznościowe, ale na razie zachowam je dla siebie – powiedział ostatnio 31-latek. Pewność siebie jest jego znakiem firmowym, tak jak noszone na co dzień ciemne okulary, bezczelny uśmiech oraz awersja do krawatów. Z pewnością jeszcze o nim usłyszymy. W końcu motto jego ostatniej firmy brzmi: „Ciężko pracuj i twardo pogrywaj”.