Nie chcę, żeby w ministerstwach grano w tę grę - ogłosił Prayuth Chan-ocha. Wicepremier Prawit Wongsuwan dodał, że ze względu na bezpieczeństwo państwa gra Pokemon Go będzie zabroniona w jednostkach wojskowych i rządowych agencjach.

Prasa w Tajlandii od kilku dni rozpisuje się o fascynacji społeczeństwa nową aplikacją. Prayuth Chan-ocha wyraził niepokój o bezpieczeństwo graczy, którzy jego zdaniem mogą być narażeni na "kradzieże i gwałty", gdy będą szukać pokemonów w miejscach, gdzie często dochodzi do przestępstw. Grajcie w miejscach, gdzie jest dużo ludzi - zaapelował premier. Dodał, że nie chce w zupełności zakazać gry, ale prosi o "rozsądne rozporządzanie czasem".

Rzecznik rządu Sansern Kaewkumnerd zwrócił z kolei uwagę na zły stan tajlandzkich chodników. AFP przypomina, że ze względu na wysokie temperatury Tajlandczycy zazwyczaj przemieszczają się taksówkami motocyklowymi lub autorikszami.

Ogromnie wyczekiwana gra Pokemon Go weszła na tajlandzki rynek w minioną sobotę. Minister kultury od razu zalecił ograniczenie liczby graczy w pobliżu zabytków ze względu na potencjalne zniszczenia. Zakazano także gry na terenie Pałacu Królewskiego, świątyń buddyjskich i szpitali.

Tajlandia nie jest pierwszym państwem regulującym zasięg gry Pokemon Go. W piątek zupełnie zakazano jej w Iranie, a władze Hiroszimy zaapelowały do twórcy gry o czasowe usunięcie wirtualnych stworów z miejsc pamięci ofiar bomby atomowej. Aplikacja, w której prawdziwy świat przenika się z wirtualnym, od kilku tygodni bije rekordy popularności na całym świecie.

W Belgii 55 euro kary

Belgijska policja będzie karać mandatami w wysokości 55 euro nieuważnych graczy w Pokemon Go, którzy nie przestrzegają zasad bezpieczeństwa na drogach - informuje belgijska gazeta "Het Laatste Nieuws".

Wobec nieuważnych miłośników gry Pokemon Go, polegającej na poszukiwaniu i chwytaniu wirtualnych stworów dzięki aplikacji na smartfonie, policja zamierza stosować przepis kodeksu drogowego, który nakazuje użytkownikom dróg zachowywanie się w sposób niestwarzający żadnego zagrożenia dla innych użytkowników.

Dlatego każdy, kto przechodząc przez ulice, wpatruje się w swojego smartfona nie zważając na jadące samochody albo rowery może zostać ukarany mandatem - pisze gazeta.

Dodaje, że udzielając pouczenia funkcjonariusze policji muszą szczegółowo opisać niebezpieczne zachowanie ukaranej mandatem osoby, dlatego komuś, kto idąc chodnikiem wysyła SMS-a czy surfuje w internecie, kara raczej nie grozi.