Zamiast w prokuraturze, bawił w Pułtusku
Tomasz Stockinger, o którym głośno od czasu, gdy pod wpływem alkoholu spowodował wypadek samochodowy, nie stawił się kilka dni temu na przesłuchanie. Wytłumaczył się zobowiązaniami zawodowymi. "Fakt" wyśledził, co było dla doktora Lubicza ważniejsze niż zeznania.
- Aktor z "Klanu" usłyszał zarzuty
- Stockinger przesiadł się na autobus
- Stockinger nie zgłosił się na przesłuchanie
- Stockinger przerzucił się na mineralną
- Promował bezpieczną jazdę, a jechał pijany
- Stockinger zrywa z jazdą po alkoholu
- Syn doktora Lubicza wstydzi się za ojca
- Ścigano pijanego aktora "Klanu". Są ranni
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 3°C max. 25°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Aktor dostał wezwanie do prokuratury na wtorek. Miał wytłumaczyć się z wypadku samochodowego, który spowodował, będąc pod wpływem alkoholu. Stockinger wymówił się jednak zobowiązaniami zawodowymi. Okazuje się, ze te zobowiązania to koncert w Pułtusku z okazji Dnia Edukacji Narodowej.
Choć o pijackim wybryku trąbią wszystkie niemal media, publiczność przywitała aktora ciepło i radośnie: „Występ pana Tomasza został odebrany bardzo dobrze. Nikt nie nawiązywał do wydarzeń sprzed kilku dni” – zdradza „Faktowi” uczestnik spotkania. Jak pisze bulwarówka, doktor Lubicz także wyglądał na bardzo zadowolonego i na jego twarzy nie malowało się zaniepokojeni czy smutek.
Tabloid sugeruje oczywiście, że może to być spowodowane obłudą. Insynuuje także, że koncert w Pułtusku był niewystarczająco poważnym zobowiązaniem zawodowym, by Stockinger mógł nie stawić się przed prokuratorem. „Fakt” zapomina chyba, że umowa jest umową i wywiązać się trzeba, a zawód aktora polega na wcielaniu się w różne role. Może Tomasz po prostu zagrał zadowolonego?




















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!