Najnowszy film, w którym gra Brad Pitt, zbiera w Cannes nie najlepsze recenzje. Jest to tym dziwniejsze, że gwiazdor zazwyczaj ma dobrego nosa do ról. Jednak odpowiedź na pytanie, czemu Pitt zdecydował się zagrać w „Inglorious Bastards”, jest prostsza, niż wszyscy sądziliśmy. Brad przyjął bowiem propozycję reżysera filmu pijany i pod wpływem marihuany.
Film „Inglorious Bastards” wyreżyserował Quentin Tarantino. Bardzo zależało mu na tym, by Pitt zagrał w jego dziele, dlatego pojechał układać się z nim osobiście. Po drodze zaopatrzył się w alkohol i marihuanę. Gwiazdor twierdzi, że kompletnie nie pamięta dobicia targu:
„Quentin przyjechał do mnie pod koniec zeszłego lata. Rozmawialiśmy o filmach i przemyśle” - powiedział Pitt dziennikarzom. – „Rano obudziłem się z koszmarnym bólem głowy. Na stole leżało pięć opróżnionych butelek po winie i fajka do palenia marihuany. Ponoć w trakcie libacji z chęcią zgodziłem się na występ w filmie. Nie przypominam sobie tego, niestety”.
Oby tylko kwestia gaży zostało odpowiednio załatwiona…
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|