Premier woli balować niż oszczędzać
Japonia ma coraz większe kłopoty gospodarcze. Wskaźniki giełdowe lecą na łeb na szyję. Tymczasem nowy premier tego kraju bawi się na całego. Jak wyliczyli jego krytycy, od czasu objęcia urzędu przed miesiącem, Taro Aso spędził w domu zaledwie... cztery noce. Szaleje w modnych, luksusowych restauracjach i barach. Tłumaczy, że za te rozrywki... płaci sam.
- Japończycy powiesili mordercę-wampira
- Japonia uratowała Wenecję
- Prezydent chce nowego ładu na świecie
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 1°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Szef rządu chętnie odwiedza podobno ekskluzywny bar w jednym z hoteli, gdzie filiżanka kawy kosztuje - w przeliczeniu - 15 amerykańskich dolarów (około 45 złotych). Lubi również luksusową restaurację, w której za węgorza z grilla płaci się co najmniej 175 dolarów (ponad 500 złotych).
Opozycja mówi, że 68-letni Aso, polityczny arystokrata z bogatej rodziny, stracił kontakt ze zwykłymi ludźmi. Premier, znany z upodobania do cygar i szytych na miarę garniturów, broni swych zwyczajów, twierdząc, że gdyby bywał w mniej ekskluzywnych lokalach, jego ochrona miałaby mnóstwo kłopotów.
Poza tym premier nie obciąża budżetu swym nocnym życiem. "Na szczęście mam pieniądze, więc sam płacę swoje rachunki" - powiedział Aso dziennikarzom.
Z życiem zwykłych ludzi premier też stara się zapoznać. Odwiedził ostatnio supermarket w centrum Tokio, żeby osobiście przekonać się, jak rosnące ceny dotykają klientów.













































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!