Ostra walka na tanecznym parkiecie
Dzięki telewizyjnym widowiskom Polacy pokochali taniec. Na ich miłości coraz trudniej jednak zarobić. Klienta trzeba przekonać bonusami, wyjątkowym wnętrzem albo świetną lokalizacją
- Pierwszy Kongres Tańca w kwietniu w Warszawie
- Monika Pyrek w wydekoltowanej kreacji od Teresy Rosati
- Oto plany największych polskich telewizji na 2011 rok
- Nowe twarze i awanse w TVP. Zobacz kogo docenili
- Sebastian Karpiel-Bułecka w jury nowego show?
- Kryzys. Polacy wrócili do lumpexów
- Kasia Cichopek nie leci do Egiptu
- Czy to koniec kariery Kasi Cichopek?
- Wielki bal dziennikarzy. Kto zostanie królową, a kto królem?
- Emerytka Katarzyna Cichopek?
- "Carnavalia 2011" w Łodzi już w tłusty czwartek
- Iza Miko kręci z gwiazdą "Avatara"
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Piątek 2012-05-25

temp. min 5°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Karnawał nie karnawał – Polacy rozkochani w tańcu, szturmują parkiety. Rynek stał się jednak bardzo wymagający i na tej miłości coraz trudniej zarobić.
Do tanecznego biznesu wzięły się największe nazwiska. – Trzydzieści pięć lat doświadczenia. Dziesiątki par tanecznych, które wygrywały konkursy. A czy ktoś mnie pamięta z telewizji, czy nie, nie ma znaczenia – irytuje się Piotr Galiński, choreograf i trener tańca towarzyskiego z własną szkołą. Szeroka publiczność poznała go jako jurora „Tańca z gwiazdami” w TVN, który przed pięcioma laty zapoczątkował u nas modę na taniec. Dziś boom na rynku próbują wykorzystać amatorzy, ale według Galińskiego są bez szans. – W Warszawie jest już około setki szkół tańca, z czego część świeci pustkami. Spotkałem dziewczynę, która sama uczyła się tańczyć i po kursie postanowiła otworzyć szkołę dla innych. To nieporozumienie.
Takie inicjatywy psują rynek, więc Galiński radzi chętnym, by koniecznie weryfikowali szkołę. Jest w czym wybierać, mamy już około tysiąca tanecznych akademii, bo z pozoru to dość łatwy biznes. Magazyn „Moja firma. Franchising”, który przeprowadził symulację kosztów i przychodów tanecznego interesu, szacuje, że miesięczny dochód z niewielkiej szkoły może sięgnąć 15 tys. zł. Ale przy takiej konkurencji wygra ten, kto ma najlepszych instruktorów i niezwykłą ofertę.
Uwodzenie klienta
W praktyce wygląda to tak: karnawałowy bal maskowy w klimacie szesnastowiecznej Wenecji (w następną sobotę w łódzkiej szkole tańca Lilla House), cotygodniowe wieczorki taneczne albo pojedynki nastolatków pod hasłem Dance Crash, podczas których widownia wybiera najlepszych (w stołecznej Egurrola Dance Studio), hit tego sezonu – zumba, czyli latynoskie rytmy połączone z aerobikiem (w lubelskim Megadance). Bo taniec to dziś nie tylko hobby, lecz także – jak przekonują w szkołach – styl życia, sposób na nadwagę, a nawet walkę ze stresem. Raz zdobyta pozycja wcale nie gwarantuje firmie długoterminowego sukcesu, a o klientów trzeba zabiegać codziennie – np. akademia prowadzona przez parę celebrytów Katarzynę Cichopek i Marcina Hakiela tuż przed sylwestrem oferowała karnet na trzymiesięczny kurs z 60-procentowym rabatem. Inni celują w nisze, których nie odkryła jeszcze konkurencja.





















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!