13 lat temu Kinga Rusin otarła się o śmierć. Wraz ze swoim ówczesnym mężem Tomaszem Lisem mieli wsiąść na pokład samolotu do Waszyngtonu. Nie zrobili tego. Maszyna rozbiła się. Od tamtej pory Kinga ma obsesję.
Ciężarna wówczas Kinga mocno przeżyła to wydarzenie. Nigdy nie pałała do latania miłością, a ta katastrofa tylko utwierdziła ją w przekonaniu, że to nie jest sposób podróżowania
dla niej:
" Nie było mi dane zginąć w wypadku, więc może powinnam się czuć bezpieczna, ale tak nie jest" - powiedziała
"Faktowi" Rusin.
W obliczu ostatnich katastrof airbusów trudno mówić o lęku nieuzasadnionym. Zapewne wielu z nas doskonale rozumie panią Kingę.
ZOBACZ TAKŻE:
>>> Lis i Rusin cudem uniknęli śmierci
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|